From Where A Good Logo!

Bad corporate identity is like… Oh, well… Rat’s anus?

If you wish to have a good logo and to hold luck for your business, try to think a little more about that important thing for your business, which is your image outside of your company!

Now all will be much easier! Never ask more, where I find a good logo…
Don’t be happy-go-lucky! Call me!

 

Fotograf i wizerunek

Dostaliśmy ciekawe pytanie,
na które literalna odpowiedź brzmi: — Tak, może! Ale…
Ale diabeł tkwi w szczegółach:

Moje pytanie to: czy jeśli autor fotografii lub model nie spisał żadnej umowy, autor zdjęcia ma do niego prawo absolutne i może je publikować zawsze i wszędzie?
— Natalia


Nie było żadnej umowy, ani pisemnej, ani ustnej.

W tej sytuacji sprawa jest prosta. Nie może.

Jest umowa ustna lub pisemna.

Szczegóły powinny być uregulowane w umowie (najlepiej na piśmie) właśnie po to, by ten akapit zakończyć w tym miejscu: umowa mówi, kto, co, komu, kiedy i jak może.

Nie ma umowy pisemnej ale była ustna.

Nie ma zastrzeżonej w prawie formy przekazania praw do wizerunku.
Innymi słowy, umowa ustna też jest ważna i uznawana.
Jeśli nie ma umowy pisemnej między tobą i fotografem, oczywiście, fotografowi trudniej będzie udowodnić posiadanie praw do twojego wizerunku, ale tobie będzie trudniej udowodnić, że tych praw nie przekazałaś. Słowo przeciwko słowu, a ciężar dowodu spoczywa na stronie, która wywodzi z faktu wniosek prawny (mówiąc po ludzku, masz interes w udowodnieniu czegoś, musisz mieć na to dowody, druga strona korzysta z domniemania niewinności).

Czytajmy dalej

Darmoszka

Taką choineczkę do samodzielnego zmontowania można otrzymać za darmo.
Są dwie możliwości jej zdobycia. Choinkę można zamówić gratis przy zakupie papierowego wydania Młodego Technika. Można też dostać ją za darmo, gdy zamówisz sobie ten sam numer w wersji elektronicznej.
Uwaga: elektroniczna wersja Młodego Technika też jest darmowa!

 

Było trochę nieporozumień w związku ze ściągnięciem elektronicznej wersji, ale miła pani z Ulubionego Kiosku szybko nam pomogła (bardzo dziękujemy).
Link do PDF (bo to jest watermarkowany PDF właśnie) wysyłany jest z innego adresu, który nazywa się Prenumerata, ot i przyczyna całego zamieszania.

Dlaczego wspominamy o tej promocji?
Proste, bo wzięliśmy udział, bo nas prostota pomysłu i jego wykonanie w stylu Adama Słodowego urzekły, a także dlatego, że nasz mareksy ma słabość do Młodego Technika odkąd, skończył lat pięć i pół!

 

Przy okazji, nie możemy nie wspomnieć o drugiej darmoszce.
Książka Ja, Urbanator, która tak nas urzekła, że poświęciliśmy jej jeden z ostatnich, baaardzo długich wpisów na naszym blogu, też jest rozdawana za darmo po wypełnieniu specjalnej ankiety na Publio.
Naszym zdaniem, żal nie skorzystać, bo to naprawdę świetna pozycja traktująca o życiu i twórczości Michała Urbaniaka.

 

Co z tym dotykaniem… Kindle

Nie za bardzo radzę sobie z tymi dotykowymi ekranami, komórkę też mam old school! A łatwo robi się notatki, dotykając ekranu? — napisał Paweł na Świecie Czytników, mając na myśli Kindle Touch/ PaperWhite.

Czy masz podobne rozterki jak Paweł?
Jeśli tak, to przeczytaj, co odpowiedzieliśmy Pawłowi…

Czytajmy dalej

Oddać hołd njujorkerom

 

„Amerykanie wybierają, ale skutki ich wyboru będziemy ponosić wszyscy.” — CNN, self-promo ad

 

Siedzimy sobie w studiu, coś tam, coś tam na boku dłubiemy, pichcimy, jak to w robocie, duperszwance i takie tam, a że jesteśmy już w tym biegli, więc umysły nasze nie bywają tak zajęte, jak można by się spodziewać przy obróbce grafiki skrawaniem.
Psychologia zna to zjawisko, im bardziej doskonali jesteśmy w wykonywaniu danej czynności, tym mniej trzeba udziału świadomości przy kontrolowaniu jej wykonania.

Jeśli właściciel potrafi się wyłączyć, uwolniony w ten sposób umysł, szybuje sobie swobodnie, zajęty rozmyślaniem, i nic mu w tym zajęciu nie przeszkadza.
Nawet telewizja. Ta sama, co zwykle, używana w postaci brzęczenia za uszami — niczym radio jeszcze kilkanaście lat temu — jak to ma miejsce w wielu polskich domach*. Nie przeszkadza, bo na wzór różowego szumu wdziera się niepostrzeżenie do głowy odbiorcy i, często, za chwilę zostaje z tej głowy wyparta przez te same bodźce, które z sobą przynosi… co za makiawelizm kryje się w systemach obronnych mózgu.

* A tak przynajmniej tak uważa Vadim Makarenko w książce Tajne służby kapitalizmu, wyd. Znak, którą polecamy, bo to kawał dobrej roboty i sprawne pisarstwo, co w marketingu jest dziś rzadkością. Na marginesie, ciekawostka, sporo miejsca poświęca autor badaniom przeprowadzanym przez p.Ohme, który zrobił kilka lat temu tyle zamieszania wokół siebie, może ktoś pamięta.

 

Uwolniony w ten sposób umysł, szybuje więc sobie swobodnie, zajęty rozmyślaniem, i nawet się nie spostrzeże, gdy coś go zacznie uwierać. Powoli, nieubłaganie… i nad wyraz skutecznie. Stępiony, o czym było wyżej, bzdurnym lokalnym przekazem telewizyjnym, na który już od dawna nie reaguje, nie od razu rozpoznaje, że coś się dzieje, a dzieje się sporo, bo tym razem, kontent jest inny. Amerykański.
Najpierw dzięki wyborom w USA, a teraz za sprawą huraganu Sandy nad New York City, tv w studiu ustawiamy na CNN i inne anglojęzyczne stacje zagraniczne. Ponieważ jednak nie można całej uwagi poświęcić tym kanałom, tak, jak nie można przecież żyć w ciągłym napięciu, raczej prędzej niż później oglądany program zamienia się miejscami z tłem.
W normalnej sytuacji (czyli opisanej wyżej, w obecności znanych nam lokalnych nadawców) tak sobie to płynie, umysł i percepcja jednym torem, przekaz telewizyjny drugim. Nie zazębiają się, nie spotykają, chyba że telewizja znów nada głośniej reklamówkę (albo jak chce pewien autor, przestanie ściszać przekaz, bo zaczyna się blok reklamowy), wybudzając umysł i przywołując z jemu tylko znanych światów, które peregrynował.

Tym razem, z początku było podobnie, dopiero po dłuższej chwili zaczęło do nas docierać, że owszem, duperszwance są metodycznie posuwane naprzód, ale umysły nasze nie roztrząsają żadnych ważkich kwestii jak utopia polityczna czy inna kraina szczęśliwości i dlaczego nie można doprowadzić do ich zaistnienia.
Nasze umysły słuchały, a nie przeszkadzała temu słuchaniu nawet słaba znajomość angielskiego (u co po niektórych, umówmy się)!
Słuchały i chciały więcej, tego słuchania! Wiecie dlaczego?

Czytajmy dalej