End & Start albo gdzie szukać nowych wpisów Creamteam Branding & Advertising Design Studio

Creamteam Branding & Advertising Design Studio to opowieść o reklamie, identyfikacji i designie, prosto z Krakowa, serca Polski. Creamteam to opowieść o łączeniu pasji tworzenia w brandingu z miłością do profesjonalizmu w reklamie. Creamteam to najlepsze połączenie obydwu!"

PL: Coś się kończy, coś się zaczyna!
Wraz z początkiem nowego roku, Fleurdelis, czyli blogowa tubowa propagandowa Creamteam Branding & Advertising Design Studio, dostaje nowy adres na www.creamteam.pl/blog/ i to właśnie tam szukaj kontynuacji tego bloga.
Jednocześnie „stary” blog pozostawiamy pod obecnym adresem w charakterze archiwum naszej sześcioletniej aktywności blogowej.

Dziękujemy za wspólne 6 lat i do zobaczenia w nowym miejscu!
Jedyne, co musisz teraz zrobić, by przenieść się na nowego bloga Creamteam Branding i Reklamy, to klik, o właśnie tutaj!

 

EN: This End is New Start!
We turn new leaf and move this six years old blog to new place.

Thank you for your company all this years and see you next time on our new Fleurdelis Creamteam Branding & Advertising Design Studio Blog, v.2!

 

Oddać hołd njujorkerom

 

„Amerykanie wybierają, ale skutki ich wyboru będziemy ponosić wszyscy.” — CNN, self-promo ad

 

Siedzimy sobie w studiu, coś tam, coś tam na boku dłubiemy, pichcimy, jak to w robocie, duperszwance i takie tam, a że jesteśmy już w tym biegli, więc umysły nasze nie bywają tak zajęte, jak można by się spodziewać przy obróbce grafiki skrawaniem.
Psychologia zna to zjawisko, im bardziej doskonali jesteśmy w wykonywaniu danej czynności, tym mniej trzeba udziału świadomości przy kontrolowaniu jej wykonania.

Jeśli właściciel potrafi się wyłączyć, uwolniony w ten sposób umysł, szybuje sobie swobodnie, zajęty rozmyślaniem, i nic mu w tym zajęciu nie przeszkadza.
Nawet telewizja. Ta sama, co zwykle, używana w postaci brzęczenia za uszami — niczym radio jeszcze kilkanaście lat temu — jak to ma miejsce w wielu polskich domach*. Nie przeszkadza, bo na wzór różowego szumu wdziera się niepostrzeżenie do głowy odbiorcy i, często, za chwilę zostaje z tej głowy wyparta przez te same bodźce, które z sobą przynosi… co za makiawelizm kryje się w systemach obronnych mózgu.

* A tak przynajmniej tak uważa Vadim Makarenko w książce Tajne służby kapitalizmu, wyd. Znak, którą polecamy, bo to kawał dobrej roboty i sprawne pisarstwo, co w marketingu jest dziś rzadkością. Na marginesie, ciekawostka, sporo miejsca poświęca autor badaniom przeprowadzanym przez p.Ohme, który zrobił kilka lat temu tyle zamieszania wokół siebie, może ktoś pamięta.

 

Uwolniony w ten sposób umysł, szybuje więc sobie swobodnie, zajęty rozmyślaniem, i nawet się nie spostrzeże, gdy coś go zacznie uwierać. Powoli, nieubłaganie… i nad wyraz skutecznie. Stępiony, o czym było wyżej, bzdurnym lokalnym przekazem telewizyjnym, na który już od dawna nie reaguje, nie od razu rozpoznaje, że coś się dzieje, a dzieje się sporo, bo tym razem, kontent jest inny. Amerykański.
Najpierw dzięki wyborom w USA, a teraz za sprawą huraganu Sandy nad New York City, tv w studiu ustawiamy na CNN i inne anglojęzyczne stacje zagraniczne. Ponieważ jednak nie można całej uwagi poświęcić tym kanałom, tak, jak nie można przecież żyć w ciągłym napięciu, raczej prędzej niż później oglądany program zamienia się miejscami z tłem.
W normalnej sytuacji (czyli opisanej wyżej, w obecności znanych nam lokalnych nadawców) tak sobie to płynie, umysł i percepcja jednym torem, przekaz telewizyjny drugim. Nie zazębiają się, nie spotykają, chyba że telewizja znów nada głośniej reklamówkę (albo jak chce pewien autor, przestanie ściszać przekaz, bo zaczyna się blok reklamowy), wybudzając umysł i przywołując z jemu tylko znanych światów, które peregrynował.

Tym razem, z początku było podobnie, dopiero po dłuższej chwili zaczęło do nas docierać, że owszem, duperszwance są metodycznie posuwane naprzód, ale umysły nasze nie roztrząsają żadnych ważkich kwestii jak utopia polityczna czy inna kraina szczęśliwości i dlaczego nie można doprowadzić do ich zaistnienia.
Nasze umysły słuchały, a nie przeszkadzała temu słuchaniu nawet słaba znajomość angielskiego (u co po niektórych, umówmy się)!
Słuchały i chciały więcej, tego słuchania! Wiecie dlaczego?

Czytajmy dalej