Stop ACTA!
2012-01-28, sobota at 12:30 | posted by mareksyWarto się zastanawiać, warto mieć własne zdanie, warto go bronić, jeśli jest logiczne i słuszne, nie warto być nikim:
Archive for the | Archiwum dla
5. SF (Sexi Fun)
----------------------------------------------------------------
Warto się zastanawiać, warto mieć własne zdanie, warto go bronić, jeśli jest logiczne i słuszne, nie warto być nikim:
Uważni obserwatorzy naszego bloga z pewnością nie zauważyli, że od długiego czasu nic na blogu nie zostało opublikowane, gdyż… już zapomnieli, że taki blog, jak nasz, w ogóle istnieje… bo, od długiego czasu, nic na blogu nie zostało opublikowane.
Śpieszymy więc donieść, że gdy nie piszemy, oczywiście, że piszemy, tylko nie na blogu. Zawieszenie działalności na blogu ma dwie przyczyny, z których jedną chcemy omówić dziś, a jedną zostawić do omówienia na później, gdyż jest z tych, można śmiało rzec, fundamentalnych.
Do rzeczy, bardziej aktywni i świadomi userzy internetu już dawno odkryli, że portfolio można osadzić na Behance — i tam cieszyć się ogromną rzeszą oglądających i nawet czasem komentujących — przypinając tylko linka do swojej macierzystej strony. Nie trudno zgadnąć, kto tak zrobił!
To samo dzieje się obecnie z blogami. Większość znanych i lubianych przez nas blogów przenosi ciężar aktywności do Facebooka, przykładem blog Jacka Lipskiego o marketingu i książkach (polecamy).
Chyba nikogo nie zdziwi fakt, że Creamteam też dokonała „tej dziejowej odmiany”, oczywiście mając cały czas w pamięci wywrotkę jednego z hostów naszych stron w przeszłości, gdy nagle strony te znikły. Co nauczyło nas, że nie należy ufać w wieczne i doskonałe istnienie podmiotów trzecich i trzeba dywersyfikować ryzyko. Dlatego blog pozostaje, w roli kopii, a może, z czasem, jako pomoc dla profilu Creamteam na Facebooku. Tym bardziej pozostaje, że fejsbukowicze mają spore problemy z czytaniem, nie tyle w ogóle z czytaniem i rozumieniem treści (a jednak także), co z czytaniem dłuższych tekstów, przy czym, dłuższych znaczy tu, proste zdanie pojedyncze typu, daj jeść ;)
Są jednak wciąż tematy, które wymagają nieco szerszego komentarza, którego upychanie, w prostolinijną składnię, nie ma sensu.
Skoro już jesteście na Facebooku, po zalajkowaniu naszego profilu (a także, bez tego zalajkowania, ale nie mówcie nikomu), to czytając nasze informacje, możecie się sporo dowiedzieć, np. dlaczego nie znosimy i co ważniejsze, dlaczego Wy nie powinniście tolerować w swoim biznesie tzw. ulotki A4 łamanej na 3:
„Na każdym zebraniu jest taka sytuacja, że” pada sakramentalne pytanie o tzw. ulotkę, nie byle jaką ulotkę, tylko „ulotkę A4 na 3 składaną”.
Mówiąc szczerze, złożenie zamówienia na taką ulotkę to dla nas sygnał, „że tam się już mocno dzieje” ;), to sygnał, że, najczęściej, zamawiający nie ma pomysłu na całościową prezentację firmy i dlatego jest mu obojętne, że jego przekaz utonie w zalewie podobnych ulotek, leżących na dowolnym stoliku w publicznych miejscach naszego kraju. W zalewie podobnego śmiecia, de facto.
Zamiast walczyć o wyróżnienie swego komunikatu z tysięcy innych, którymi bombarduje się codziennie każdego z nas, tak naprawdę ułatwiasz nadawco, tak, Ty, przedsiębiorco, życie nie sobie i nie swojemu komunikatowi, a nawet nie klientowi-odbiorcy, dla którego 21 cm Twojej ulotki to zdecydowanie za dużo, by zmieścić je w kieszeni (a gdzie chcesz rozdawać tę swoją ulotkę, jeśli nie na ulicy, przyznaj się, bratku) — to ułatwianie życia drukarni, cóż prostszego nad złamanie w 2 miejscach jednej kartki?! Drukarze Cię kochają ;)
Jeśli więc, następnym razem znów postanowisz popełnić reklamowe samobójstwo, zastanów się, może nie będzie potrzebne, zastanów się, czy nie ma w pobliżu Creamteam www.creamteam.biz, które rozwiązuje takie dylematy, jak przedstawiony, z uwzględnieniem spójności identyfikacyjnej Twojej firmy, kosztów, poręczności i wygody wymaganych przez odbiorcę… a co z drukarzami zapytasz… drukarzom nadal jest łatwo :D, „Look, Luke”:
Idąc dalej tym tropem (czyli na Facebooku, przewijając w dół), znajdziecie u nas, na profilu Creamteam na Facebooku, taką informację:
Tak kończą się idiotyczne kampanie reklamowe, sukcesem innych, niż sami propagujący daną kampanię, sukcesem tych, którzy są na tyle szybcy i zorientowani oraz sprytni, by wspiąć się na cudzym grzbiecie.
Oczywiście, z zastrzeżeniem, w omawianym kejsie, o ile sami twórcy tego fanpage nie propagowali wcześniej głupawych łańcuszków o torebkach i pobytach przez ileś miesięcy gdzieś tam, gdzieś tam, by teraz je zanegować ;)
Uwaga, tym razem nie pokazujemy już całego posta, żeby nie było za łatwo. Lubimy, gdy interesujecie się nami naprawdę, dlatego musicie się trochę wykazać, poza tym dobrze Wam zrobi rozwijanie ducha przedsiębiorczości.
Możecie dowiedzieć się także, czym jest zasada szybko, tanio, dobrze, wybierz dwa, wyznawana w Creamteam, a także dlaczego zasada ta nadal działa, podobnie, jak działa i przynosi korzyści, unikanie amatorów (uwaga, zdjęcia!).
Jeśli dobrze Wam pójdzie, z tym duchem, znajdziecie u nas także fantastyczną propozycję niepodległościowego śniadania, tak opisaną przez nas:
Wszystkie nasze posty na Facebooku są oczywiście publicznie dostępne i gotowe do komentowania a także lajkowania i przeklejania, jeśli taka wola, plus możliwość wykorzystania pozostałych, z arsenału Facebooka, środków, których jeszcze nie znamy, a które już rodzą się w głowach projektantów usability Facebooka, o czym też możecie od czasu do czasu poczytać na naszym profilu Creamteam, bo nic tak nie denerwuje na Facebooku, jak nagła zmiana ustawień, które jeszcze wczoraj działały.
Dodatkowo, ostatnie nasze prace, ale nie takie znowu najgorsze ;D, prezentowane w zbiorze zdjęć Last But Not Least | Z ostatniej chwili, prace z przeszłości, które w jakiś sposób są ważne do dziś, umieszczane w zbiorze Past, But Never Forgotten | Byłe, ale niezapomniane.
Poza tym, jak mawiał redaktor Pijanowski, sport, muzyka oraz gry ;), np. najnowsza piosenka depeche Mode, która okazuje się być coverem piosenki… U2!… jeszcze tu jesteście? ;)
…sobie i Wam życzymy, by poniedziałek okazał się pierwszym dniem sprzątania rzeczywistości, zwanej ówdzie stajnią Augiasza, a tam polskim gospodarstwem, a jeśli już miałby nam towarzyszyć chaos, to tylko taki:
obrazek za Thorsten Becker na Facebooku
Przyszło lato, a wraz z nim wakacje. Dlatego życzymy wszystkim Wam udanego lata i wakacji spełniających pokładane w nich nadzieje. To tyle dla tych, którzy wyjeżdżają, możecie się odmeldować i bezpiecznej drogi.
Uwaga, reszta tekstu dla niewyjeżdżających, szczególnie dla tych, co zostać w pracy muszą, by wyjechać mógł ktoś.
Wraz z wakacjami pojawia się także potrzeba zwolnienia obrotów, zredukowania biegu. Przychodzi na człowieka taka potrzeba, by wszystko było łatwiej zrobić, osiągnąć, dopiąć, a najlepiej niech się wszystko samo zrobi, bo przecież smażymy się w tym słońcu jak muchy w smole i tak też mamy ochotę się zachowywać, prawda, że mamy? Ha, mamy tak samo, dlatego letni wakacyjny wpis, jest regulaminowo spóźniony o dwa tygodnie i 3 dni, bo jak szaleć to szaleć: podwójne pyzy z pojedynczym sosem!
Skoro już chillout jest odfajkowany, zaczęliśmy się zastanawiać, co by tu ułatwić… i wymyśliliśmy.
Wzorem naszych niedoścignionych ;) antenatów i poprzedników w branży podzieliliśmy nasze propozycje ułatwień na te dla kobiet i te dla mężczyzn:

zdjęcie za Marketingiem Kobiet
First things first. Nasza szefowa Creamteam wymyśliła 10% zniżki dla właścicielek i kobiet zarządzających firmą.
Popatrzcie na obrazek Promo dla Kobiet, rozpoczynający tekst. Do końca lipca każde nowe zlecenie z firmy prowadzonej przez kobietę 10% mniej, licząc od ceny ustalonej w negocjacjach, bo Creamteam docenia kobiety na tyle odważne, pełne miłości i poświęcenia, by stawić czoła prowadzeniu firmy, swojej, lub cudzej. Każde oznacza każde, Creamteam nie widzi różnicy, czy to będzie logo, logotyp, identyfikacja wizualna, strona www, reklama, czy seria reklam, kampania czy commercial tv.
Po więcej szczegółów prosimy pisać na adres: irena@creamteam.biz
Przy tej okazji proponujemy następne ułatwienie, Drogie Panie, czyli jak uprościć sobie życie w gorący dzień.
Oczywiście nie proponujemy Wam odartych z oryginalności porad, które możecie znaleźć w byle gazecie. Nasza propozycja jest, nie wahamy się użyć tego sformułowania, głęboko specjalizowana.
Proponujemy zapoznać się z kilkoma poradami na temat noszenia staników w upały, gdyż rozumiemy, że atrakcyjność naszej oferty może wywoływać emocje, które trzeba by ostudzić ;). Poradami pod wielce wymownym tytułem: Hot Weather and Big Bras – Not a Match Made in Heaven… udziela Sophia Jenner, jak o sobie pisze, entuzjastka mody i bielizny.
Jeśli rozsmakujecie się w temacie i będzie Wam mało, Sophia zdradzi Wam, dlaczego boska i zawsze w serialu Mad Men (najsłynniejszy i utytułowany serial o agencji reklamowej z Mad Av.) świetnie ubrana Christina Hendricks robi nie tylko sobie krzywdę ale i kobietom, które wzorują się na reklamach, w których występuje.
Polecamy Wam tam także linki do sprawdzonych w Creamteam produktów Curvy Kate (prawda, że urocza nazwa dla produktów w sam raz na Wasze krągłości?!) i sklepów internetowych z bielizną jak Brastop, z których korzystanie też cechuje się sporą łatwością i niską ceną, a polskie sklepy internetowe mogłyby się uczyć — stylowe własne opakowania, zniżki, promocje, intensywna akcja promocyjna na FB, a nawet darmowy katalog papierowy (oczywiście w tej pięknej firmowej kopercie pełnej nadrukowanych i to dobrze serduszek) wysłany do Polski, a jakże, czyli to wszystko, czego polskie sklepy unikają, chociaż mogłyby je zamówić i to ze sporą zniżką w Creamteam.
Dla kobiet zainteresowanych tematyką proponujemy inne ciekawe i specjalistyczne blogi:
Tu ciekawostka, blogi te piszą także o polskich firmach, np. o produkującej ciuchy dla biuściastych Biu Biu (nie słyszałyście prawda?) i to piszą dobrze! Panie piszące są anglojęzyczne, ale od czego ułatwienie w postaci usługi Google Translator?! Tu następne ułatwienie, jeśli używacie przeglądarki Chrome, Translator pojawi się automatycznie u góry strony i nic nie trzeba robić więcej, poza kliknięciem guzika.
Jak pisaliśmy już, wzorujemy dzisiejszy wpis na konstrukcji reklamy zamieszczonej powyżej, czas więc na mężczyzn.
Ponieważ utartym stereotypem jest, że mężczyźni zostają w pracy i utrzymują status quo i dom, podczas, gdy ich kobiety się wczasują, nie dziwcie się, że z lenistwa postanowiliśmy ulec stereotypowi i ułatwić Panom… codzienną pracę.
Panowie, jeśli już odczuliście, że można by trochę poprawić najlepszy z systemów, czyli Waszą cudownie śmigającą Win Siódemkę, proponujemy garść rozwiązań, które sprawią, że codzienne korzystanie z Windows będzie o niebo mniej uciążliwe.
Uwaga, nasze porady ułatwią też pożycie z Waszymi połowicami, bo, jak powszechnie wiadomo, porządek w jej komputerze, to spokój w domu ;), znajdą też uznanie w oczach Waszej pani, gdyż nie wydacie ani grosza, ot co!
Czy nie przeszkadza Wam, że, aby płynnie przewijać okienka Eksplorera Windows, trzeba wklikiwać się za każdym razem w panel, który chcecie przewijać?! Zapomnijcie o takich problemach, używając małej aplikacji o nazwie Kat Mouse przewijacie ten panel, nad którym aktualnie spoczywa myszka.
A co z problemem ciągnącym się od Visty? Wszystkie systemy Windows od Visty począwszy zapominają w pewnym momencie układ ikon na pulpicie, ale co gorsza, resetują wygląd okien do domyślnego, co sprawia, że na Waszych, niezwykle męskich, monitorach HD o kilkudziesięciu calach przekątnej, okienka wyglądają po takim resecie, jak właściciel Malucha i dobrze wiemy, że Wy wiecie, o czym my tu mówimy ;)
ShellFolderFix załatwia obydwa problemy raz na zawsze i nieodwołalnie.
Skoro już mowa o layoutach w Eksplorerze Windows, od wersji Vista możecie zapisać kilka widoków dla najczęściej używanych typów zawartości folderu. W tym celu musicie najpierw wybrać widok, który chcecie poprawić: za pomocą kliknięcia w białe tło prawego panelu wybieracie Właściwości, tam zakładkę Dostosowywanie i na niej typ widoku, który będziecie poprawiać. Enter.
Teraz już możecie za pomocą kręcenia rolką w myszce, z wciśniętym w tym czasie klawiszem CTRL, dobrać wielkość wyświetlania ikon. Możecie potem poprzemieszczać względem siebie kategorie, jeśli są wyświetlane u góry (nie wszystkie wielkości ikon pozwalają na wyświetlanie kategorii, ale można wybrać za pomocą ikony obrazka, u góry po prawej stronie, Widok Szczegóły i już, macie to), za pomocą przesuwania ich nagłówków, którym też można na stałe dopasować szerokość, klikając lewym klawiszem pomiędzy kategoriami (potwierdzeniem trafienia jest zmiana wyglądu wskaźnika myszki na ekranie) i trzymając ten klawisz jednocześnie ciągnąc krawędź kategorii w lewo lub prawo. Jedno kliknięcie w nagłówek kategorii i porządkujecie dane wyświetlane rosnąco wg tej kategorii, drugie kliknięcie i robicie to samo, ale malejąco i tak z każdą wyświetlaną kategorią. Brakuje Wam kategorii, kliknijcie prawym klawiszem w dowolny nagłówek i dodajcie sobie nowe lub odejmijcie te, które są niepotrzebne. Wybierając z tej listy polecenie Więcej, doznacie iluminacji, na jak wiele sposobów można wybierać i porządkować ikony w systemie Windows.
Gdy skończycie, z menu u góry, tym razem po lewej stronie wybieracie Organizuj, z listy Opcje folderów i wyszukiwania, tam zakładkę Widok i Zastosuj do folderów. Ha, Windows jest jak kobieta, często zaskakuje, wiemy, że logicznie myślący facet uzna, że zmiany są właśnie stosowane do wszystkich, wszystkich folderów systemu. Nic bardziej błędnego, zmiany wprowadzane są tylko do danego typu Widoku, który, pamiętacie jeszcze, wybraliście na początku! Od teraz do następnej zmiany wszystkie foldery o danej zawartości będą się wyświetlać, jak ustawiliście.
Teraz coś łatwiejszego: myszka przeskakująca od razu na domyślne polecenie po kliknięciu w ikonę programu na pasku Win 7, chowanie się okien po zrolowaniu go rolką myszki lub dokowanie okien poza krawędzią Pulpitu, zza której wyskakują ochoczo po zbliżeniu się myszką do krawędzi. Prawda, że ciekawe i można błysnąć przed kobietą, instalując jej Preme For Windows 7 i udzielając potem wyczerpujących porad wieczorową porą, jak tego używać nie łamiąc sobie głowy i paznokci! ;)
Kończąc, coś dla Panów, którzy muszą zaistnieć w firmie, z tych czy innych względów. Zawsze można podpowiedzieć szefowi, że na taką, przykładowo, archiwizację danych znacie świetne i darmowe rozwiązanie w postaci FreeFileSync.
Moglibyśmy tak długo, ale i tak połowa z Was, na swoją zgubę i odpowiedzialność, nie dotarła do tego miejsca!
Na koniec jeszcze raz, życzymy Wam wielu ułatwień w okresie wakacyjnym, a i po nim, bo ułatwienia, jak natręctwa, wchodzą w krew i trudno bez nich żyć. Nie zapomnijcie więc szepnąć Waszym kobietom, że jesteśmy tutaj i można z nami tylko zyskać, a Wy, Nasze Drogie Czytelniczki, nie zapominajcie, że jesteście o krok od kolejnego sukcesu, wystarczy napisać do irena@creamteam.biz
Nasz cotygodniowy wpis sponsoruje w tym tygodniu przedrostek, słowotwórczy tak zwany, mianowicie „prze-”.
Zaczęło się od próby prze-niesienia warunków sesji zdjęciowej, wykonanej przez nas w czerwcu zeszłego roku, w deszczowy dzień czerwcowy, do sesji zdjęciowej wykonywanej przez nas w poniedziałek, czyli słoneczny dzień majowy. Trzeba nam było dorobić kilka zdjęć, update do serii, która wykonana została przed rokiem.
Nie tylko obiekty sesji musiały wyglądać tak samo dla odbiorcy i naszego klienta, ale i dla nas było ważne, by nadal nasze zdjęcia otrzymywały takie noty:
Ale to żarcie apetyczne, duszę bym oddał za tą kaszanę, kiełbasy i bekon,
Jak to tak wygląda w rzeczywistości to zazdroszczę, jak nie to pozostaje pozazdrościć talentu twórcom www [czyli nam, przypomnienie od autora] :)
Kto zna się trochę na fotografii, optyce, fizyce i pogodzie, ten wie, że zadanie jest z tych niemożliwych, nawet jeśli stosuje się studyjne oświetlenie, tym bardziej, gdy nie pracuje się w studio, a w plenerze. Gdy dokładnie ujednolicimy zdjęcia z tych sesji, zaprezentujemy je Wam, tymczasem zdjęcia z sesji pierwszej zobaczyć możecie na stronie www.hahagrill.pl albo na naszym cream-fanpejdżu na FB:
Udało się, bo strzeżonego to wiecie, kto strzeże.
Skoro już przy tematyce diabelsko weselnej jesteśmy, o mały włos, a stalibyśmy się posiadaczami nowego wydawnictwa Dody, Siedem pokus.
Fakt jest taki, że, na rynku opakowań w Polsce, od dawna czegoś takiego nie było i dla samego faktu promowania świeżego oddechu w tej dziedzinie kupić by należało, bo: płyta ma 7 wersji układających się grzbietem w całość, jeśli zakupić wszystkie i zestawić ze sobą, płyta ma 7 coverów ukrytych pod wspólną wsuwką z tłoczeniami, nietypowy dla CD format opakowania DVD, które rozkłada się ukazując w swym wnętrzu kilka wklejonych na całej powierzchni rozkładówki fotografii 3D, opakowanie sprawia wrażenie jak najbardziej przemyślanego, kieszonka na plakat, osobna kieszonka na książeczkę…
…ale za rzeź na liternictwie i typografii w tej książeczce postanowiliśmy nie kupić… a także za morderstwo na fotografii i pomyślunku, które ma miejsce na wspomnianych 7 coverach.
Przeanalizujmy konkretne przypadki (zgodnie z ruchem wskazówek zegara):

— rzyg tyleż wzorcowy, co nielogiczny, w trakcie obróbki pomysłu zabrakło decyzji, w którą stronę rzygamy,
— dalej, proszę nie regulować odbiorników, to zdjęcie jest dokładnie tak wyżarte i wypalone na okładce, nic tu nie uratuje błędów przygotowania, nawet najbardziej wykręcony pomysł z szyciem oczków na okrętkę,
— dalej, następne zdjęcie ma wiele wspólnego z poprzednim, jest ukoronowaniem tendencji rodem z magazynów dla kur domowych, zarysowanej już w poprzednim zdjęciu, a mianowicie, by przerabiać ludzi tak, aby niczym nie przypominali pierwowzoru albo przypominali alieny i, by żywcem, można było ich nadać portalowi Photoshop Disaster (to takie miejsce, gdzie fachowcy śmieją się z wpadek fachowców od Photoshopa, programu do obróbki zdjęć, którego w tym zdjęciu tutaj jest aż za dużo).
Nam nie podoba się ze względów prawnych, bo jest wprowadzaniem klienta w błąd, w myśl właściwej ustawy, czytamy na okładce Doda, a na zdjęciu Chylińska! (sic!),
— na tej fotografii, bardzo dobrej nomen omen, gdyby nie to, o czym dalej, młodzi adepci trudnej sztuki kompozycji powinni się uczyć, jak nie komponuje się zdjęć, dlaczego nie ucinamy nóg modelkom, ani nie pozbawiamy ich butów bez wyraźnie zarysowanej koncepcji, co to, jak wiadomo, ona dobra jest, ta koncepcja,
— dalej, zdjęcie to zamieszczamy, by pokazać, że twórcy tego dziełka jednak potrafią, i komponować, i fotografować, i montować, co tylko podkreśla popełnione wcześniej grzechy,
— i chuj! Byłby nawet do przyjęcia… bo taki gruby. Chuj, że mały i nie stoi zawadiacko, by podkreślić zawadiackość całego wydawnictwa (co wydaje się celowościowo uzasadnione), gdyby Doda nie zepsuła niespodzianki i nie oznaczyła tej właśnie okładki osobnym symbolem, i nie latała z wyjaśnieniem, co tam jest, po wszystkich plotko-portalach (nie ma to jak zajebać siekierą dobry pomysł, chciałoby się powiedzieć w stylu Dody).
Siódmej Wam nie pokażemy, musi być jakaś tajemnica! Jak poszukacie w internecie, to znajdziecie, skoro i my znaleźliśmy, np. na http://www.pudelek.pl/artykul/32670/doda_z_penisem_na_okladce_plyty_oblesne/
Należy pochwalić próbę zmiany przaśnego polskiego rynku, ogarniętego polską ceną, ale tym bardziej należy zganić produkcyjne wpadki przy realizacji — wydawnictwo tanie w kosztach być po prostu nie może przy takim rozmachu, więc oszczędzanie nie miało sensu, poprzednia płyta wydana była dawno, więc czas też był, można więc było dograć szczegóły i zapiąć wszystkie guziki. A tak, to jest to tylko nieco lepsze od polskiej ceny i po pierwszym wow odkłada się na półeczkę z napisem: zapominamy.
To zdanie zaboli najmocniej Dodę, bo pozuje na Madonnę, ale taka Madonna nie pokazuje w swoich fotosach jej fartuchów na ramionach (jak opisują je Trinny i Susannah) czy włosków nad wargą, a jak już pokazuje włochy pod pachami, to nie tak, by wszyscy myśleli, że to Włochy pod Warszawą. Detal jest uber alles, bo on odróżnia fachowca od Einsteigera.
Inna sprawa, że nie mamy prze-konania, czy mamy do czynienia z Dodą, od strony graficznej wyjaśniliśmy powyżej dlaczego, a od strony formalnej rysuje się ten problem w tzw. logo Dody. Tu wyraźnie widać, że może to być p.t. Goga:

Ponieważ dużo w tym opakowaniu ściągania, może faktycznie chodzić o ściągnięcie z pomysłu Prince’a i teraz Doda to Goga, An Artist Formerly Known As Doda?!
To tyle w kwestii logo i jego roli informacyjnej jako naczelnej idei jego tworzenia i stosowania.
BTW. takim np. depeszom, którzy też wydali kiedyś podobnie rozkładające się wydawnictwo, przynajmniej po rozłożeniu spec-wydania In Your Room tworzył się ludzik, poza tym komercyjnie poszli dalej, kazali sobie do tego nie taniego opakowania dokupić 2 dodatkowe krążki, też drogie, podczas gdy Doda „rozkłada” wszystko od razu, co naszym zdaniem buduje wizerunek artysty niepewnego swego produktu.
Tak łagodnie, uwaga, znów nasz prze-drostek, prze-szliśmy do nowej płyty depeche Mode, która ukaże się jeszcze w poniedziałek, ale już dziś jest dostępna w sklepach za jedyne dwie Dody.
Przyznajemy się, że poważnie rozważaliśmy zakupienie „do pokazywania” wydawnictwa Dody, gdy dostaliśmy cynk, że już za 10 min. możemy stać się posiadaczami płyty dM.
Niestety, nie zachowaliśmy się jak prawdziwi fani. Spojrzeliśmy krytycznym okiem na zawartość. Z 3 płyt coś nowego jest tylko na 3., a książeczka powinna posłużyć za wzorzec, dlaczego nie należy lakierować kredy! I to taką warstwą, że książeczką można, wzorem Japończyków, niczym mieczem samuraja, ścinać wierzchołki najwyższych drzew (tu książeczka wykorzystana jako bumerang), albo prze-cinać, ucinać i obrabiać skrawaniem własne palce (tu próba użycia książeczki do czytania).
Marketingowo pomysł chybiony. Starzy fani mają te wszystkie remixy od dawna, nowych fanów raczej sobie nie przysparzają ostanimi paroksyzmami twórczości. My pomysłu nie kupujemy, zagramy jak na giełdzie, na zniżkę i kupimy sobie w osiedlowym kerfurku na przecenie ;).
Niniejszym prze-szliśmy do porządku dziennego nad tymi sprawami, podobnie jak musieliśmy przejść do porządku nad burzami i związanymi z nimi prze-stojami. Prze-stoje to w tym tygodniu mieliśmy urocze. Burzom przewalającym się nad krajem wydatnie pomógł internetowy provider, który nie dostarczał internetu przez dwa dni, co mareksy oczywiście zaraz wyniósł na Facebooka.
I właśnie prze-stojom zawdzięczamy, że mareksy włożył łapki tam, gdzie nie powinien i wyczyścił matrycę w aparacie, o tak:

czym faktycznie udowodnił sobie, firmie i światu, że czyszczenie matrycy musi być sprawą łatwą, tak jak przypuszczał, a producenci sprzętu kłamią, że to skomplikowana sprawa warta prze-kazania serwisowi każdych pieniędzy, by strachem te pieniądze wydobyć.
Wbrew pozorom nie będzie to jednak jedna z tych opowieści mrożących internetowe fora foto.
Matryca 5 min później wyglądała tak:

Faktycznie, wszystko jest dla ludzi, pod warunkiem, że się chce, ma czas, cierpliwość i dryg.
Nie należy też być młotkowym, przerzucającym się danymi i wartościami, które w praktyce są nieuzyskiwalne albo których się nie rozumie. Postawa często spotykana na forach o komputerach, monitorach, kalibracji itp.
Przy okazji na zakończenie mareksy poleca ciekawe miejsce, z którego możecie się dowiedzieć, jak poprawnie skalibrować monitor, korygować zdjęcia tak, by wyglądały dobrze na różnorakim medium oraz jak poprawnie wyczyścić matryce aparatów.
Mareksy nie bierze odpowiedzialności za prezentowane tam treści i ich użycie, uważa jednak, że czasem powinien zawalczyć o obniżenie bełkotu na tematy fachowe w internecie, a wskazane powyżej miejsca świetnie się do tego zawalczenia nadają, jego zdaniem i okiem, które codziennie spogląda na tony śmieci wylewających się z ekranu, a produkowanych przez różnej maści miszczuff, którzy mogliby mareksemu wyjadać roztocza z pomiędzy palców u lewej stopy, gdyby nie dbał o higienę tak, jak dba. I tym optymistycznym akcentem…