Archive for the | Archiwum dla
6. Discoteq

----------------------------------------------------------------


Stop ACTA!

2012-01-28, sobota at 12:30 | posted by mareksy

Warto się zastanawiać, warto mieć własne zdanie, warto go bronić, jeśli jest logiczne i słuszne, nie warto być nikim:

GAZ, GAZ na ulicach, ACTA w internecie

2012-01-24, wtorek at 18:57 | posted by mareksy

Sądziliśmy, że po groteskowej scenie samobójstwa prokuratora, która okazała się nie być samobójstwem, chyba, że nieudolnym, to już nic nas w Polsce w ubiegłym tygodniu nie zaskoczy, a tu nagle weekend upłynął nam, jak setkom tysięcy Polaków, na gorącym udziale w mówieniu nie, nie tylko dla ACTA, nie tylko dla absurdów postępowania władzy wykonawczej, która po cichu przemyca nam prawa, które diametralnie zmieniają nam rzeczywistość, ale także, a może przede wszystkim, na mówieniu nie marginalizacji woli Suwerena w organizowaniu temu Suwerenowi porządku prawnego i życia codziennego.

Instytucja ochrony prawnej interesów autora istnieje, narzędzia także.
Nie żyjemy w dziczy, chociaż w Europie Zachodniej też jakby nie, aczkolwiek obywatelski ruch sprzeciwu sprawia, że serce rośnie, jaką mamy młodzież:

 

Wróćmy jednak do naszych narzędzi i instytucji ochrony prawnej autora.
Należy sobie zadać proste i logiczne pytanie, dlaczego, nie są stosowane/ nie działają?
Należy zadać także pytanie, dlaczego próbuje się nas, a nas to nawet jako autorów, przekonać, że najlepszą drogą uzdrowienia sytuacji jest powoływanie dalszych instytucji i narzędzi ochrony prawno-autorskiej?!
Lekarstwem na niewydolność systemu, indolencję nim zawiadujących, jest dalsze rozwijanie systemu, tylko w której bajce, ktoś może wskazać?

 

Zapytajmy logicznie, co takiego zrobiły te instytucje amerykańskie, że powinniśmy pójść ich śladem?
Wydaje nam się, że całkiem dużo, by nie iść, zrobiły bowiem wiele, by przestrzeganie prawa autorskiego, w powszechnym mniemaniu, skompromitować do cna.

Pomijamy już takie lapsusy, że za wysłuchanie piosenki idzie się do więzienia, czy za ściągnięcie filmu też, a za oglądnięcie obrazu, zdjęcia, plakatu, a nawet książki (tu się coś rusza, ale chyba tylko za sprawą potęgi Amazona) jakby trochę mniej się idzie.
System wielkich korporacji mediowych w ten sposób narusza odwieczną równość Muz, co już jest z gruntu nie do przyjęcia, np. dla nas, bo nie jesteśmy „gorszymi” autorami tylko dlatego, że nie komponujemy muzyki. Nie można pomijać faktu, że z powodu jw., proponowany nam system jest niesprawiedliwy, gdyż jego naturalną cechą jest nierówne traktowanie przedmiotów i podmiotów.

Gdy się przyglądniemy konkretnym sprawom, widoczne się staje także, że przybijanie w tym systemie milionowych odszkodowań, które są niespłacalne już w momencie ich uprawomocnienia się, naprawdę mija się z sensem i sprawiedliwością (a u nas nadal, przynajmniej w teorii, kara musi być adekwatna do czynu sprawcy, a odszkodowanie nie powinno być podstawą wzbogacenia się)… Chyba, że celem takich spraw jest, by tak zasądzony dług opakować w nic nie mówiące równania i sprzedać na giełdzie, z zyskiem, by wytworzyć kolejną bańkę spekulacyjną, taką samą jak w 2008r. — wtedy te odszkodowania mają sens. Tylko, czy tego chcemy, kolejnego kryzysu finansowego i wartości, jak obecnie…

Inna sprawa, Amerykanie, w próbie narzucenia swojego systemu prawnego Europie, nie chcą zauważyć, iż systemy prawne i finansowe tych kontynentów różnią się, diametralnie.
System amerykański pozwala obywatelowi zbankrutować i stanąć na nogi tak szybko, jak to tylko możliwe. Robi wszystko, by ten obywatel po swoim życiowym krachu zaczął zarabiać (jeśli tylko ma pomysł jak) i odpłacił swoim zarabianiem społeczeństwu czyn przeciw niemu, bo lepszy obywatel wzbogacający społeczność swoją inicjatywą, niż utrzymywany przez tę społeczność.
W takim krajobrazie ACTA faktycznie, poza tą częścią o inwigilacji, nie stanowi większego problemu.

Problemem jest fakt, że ACTA szczepi się na nasz europejski system prawny i finansowy, które zbudowano na filozoficznych ideach dotkliwej i surowej „zemsty” społeczeństwa za czyn przeciw temu społeczeństwu, a nie współczucia i przydatności społecznej jednostki dla grupy, jak w Stanach (to dlatego nie rozumiemy, jako Europejczycy, kar wielokrotnego więzienia zasądzanych w tej samej sprawie, czy kosmicznych odszkodowań, bo to nie nasza filozofia).
Jeśli ktoś potrzebuje wykładu na ten temat, oczywiście powinien przestudiować zagadnienie w sposób naukowy, dla całej reszty wielka BBC ma w swoich archiwach takowy, pod tytułem Finansowa Historia Świata. W 6 odcinkach dowiecie się przynajmniej kilku rzeczy, które mocno Was zdziwią. Możecie też spróbować z książkami autora cyklu BBC  Niala Fergusona, profesora Harvardu.

 

Wracając do tematu, tu upatruję największego zagrożenia.
Amerykanie, postrzegani często u nas jako dobrotliwe dorosłe dzieci, mogą tych różnic nie znać, nie akceptować itd., ich prawo, a teraz nawet interes, ale że nasz rząd i nasi „zarządcy” te różnice bagatelizują, o, to akurat jest niezrozumiałe!

Dlatego twierdzenia rządzących w Polsce są dla nas coraz bardziej nieakceptowalne:

  • od mijającego się, bez mrugnięcia okiem, z prawdą min. Zdrojewskiego — już od wczoraj internet huczy, że panowie ministrowie powinni ze sobą wreszcie uzgodnić, były te negocjacje w sprawie przyjęcia ACTA, czy ich nie było, bo jeden przeczy drugiemu,
  • przez wypowiedzi urzędników, co podkreślam, na stanowisku, więc czynnych, grożących nam tym czy innym stanem — bo dlaczego drugi raz w ciągu ostatnich 30 lat władza znów ma zamiar obrócić się karzącym ramieniem przeciwko społeczeństwu za ewentualną (bo nieudowodnioną) ingerencję z zewnątrz, powtórzmy to, z zewnątrz,
  • po min. Boni, który mówi, że Parlament musi uchwalić ACTA — gdyż albo faktycznie jest tak źle, że byle minister może napluć na Suwerena i mu kazać (cokolwiek), albo ten urzędnik nie zna swego miejsca w szeregu.

 

 

Co nas może czekać w tej absurdalnej sytuacji? Co po uchwaleniu ACTA. Spójrzmy.
Mareksy twierdzi np., że:

ponieważ usłyszał argument, że dowcipy na temat ACTA źle czynią sprawie sprzeciwu, uważam przeciwnie, im bardziej obśmiejemy zjawisko, tym szybciej dotrze do zakutych tępych głów rybaczanej komisji, co na to przyzwoliła, jak to nie wiecie, kto to uchwalił i zarekomendował, że wstyd, owszem jest, ale po ich stronie, tak było za Pomarańczowej, tak będzie i teraz, mamy długie tradycje w obśmiewaniu absurdów władzy, tak, czy nie.

dodał także:

pouczył, już niedługo Twój dostawca internetu zabawi się z Tobą w nową grę, będzie jak kochanka i żona w jednym, tak się przyssie, że nie będzie można odczepić, chętnie sypiając jednak w tym czasie z innymi, jednocześnie będzie drenować Twój portfel i sprawdzać kieszenie, chcąc wiedzieć wszystko o każdym twoim kroku, którym podzieli się z przyjaciółkami, poczekaj do 27 stycznia, już o poranku…

CoNaToDiabeł wskazał także:

Diabeł był zbudowany oddolnym ruchem społecznym przeciwko narzucaniu Judei praw wielkiego Rzymu. Kiedy Jezus zarzucił mu, że ruch ten nie ma szans, bo tradycja buntów obywatelskich zanikła, Diabeł odpowiedział mu — To wskrzesimy! Nie takie rzeczy wskrzeszaliśmy!

Ciekawie też mówi Jacek Żakowski w swoim artykule Co ma wspólnego internet z biblioteką… o przyszłości, ale i przeszłości, o stosunkach pomiędzy autorem a odbiorcą:

Istotą przestaje być treść relacji, a staje się wartość transakcji,

z którym dziś polemizuje W. Orliński w artykule Nie samą sztuką artysta żyje. Orlińskiemu można przyznać rację, ale nie można się z nim zgodzić w całości, gdyż sam sobie zaprzecza w przykładzie z Bethovenem a potem z The Beatles, ale co ważniejsze, nie zawsze artysta żyje tylko pieniądzem, jak chce autor… bo co z działalnością dla idei, też powinna być zmonetaryzowana, czy jak pisze Żakowski, zastąpiona relacją transakcji? (sic!)

To taki sam absurd jak niemożność opisania zdjęcia jabłka słowem apple, gdyż:

alw nie pisze o jabłku

Na marginesie tego przykładu, ukryty dziś pod nic nie znaczącym skrótem Mac, dawny Apple Macintosh też brzmi jakby użyto nazwy własnej pewnego gatunku jabłek, znanej nam jeszcze z dzieciństwa, czyli jakby trochę dłużej niż istnieje ta korporacja, i, jak się okazuje, co z tego — duży może więcej? Korporacje zdają się więc zawłaszczać nazwy własne przedmiotów powszechnego użytku, co jest absolutnie paranoiczne i paranormalne. Powstaje tu pytanie, co było pierwsze, jajko czy kura:

mareksy dodałby także, za sprawą postawionego przez Kolegę Andrzej-Ludwik Włoszczyński paradygmatu, jasnym się stało, dla niego, dylemata jajka i kury rozwiązaną już jest, najpierw była kura, która należała do korporacji, wzięła sobie jajko, jak wszystkie inne kury i przysposobiła, odczekała chwilę, ogłosiła, wszystkie jajka, nawet jaskółek, jej, teraz jajko jej pierwsze przed innymi i przed samą kurą, tu dla kompletności, tej, opowiastki, trzeba nam wkroczenia, na scenę, dyspozycyjnego politykiera. DONE & ad ACTA.

 

Głosujcie na ACTA, a takich absurdów, jakie gotuje nam dziś Apple będzie bez liku, wreszcie blokowanie możliwości użycia koloru magenta (potrzebny w procesie druku kolorowego) przez kompanię telefoniczną stanie się faktem. Ten teledysk z pewnością będzie zakazany w czasach post-ACTA, a nawet jeśli nie, podobny już nie powstanie:

gdyż, jak wskazał mareksy:

za przerobienie znaku dycha, za każdy, za nawiązanie do pracy innego autora dwie dychy, za kolaż nie mający wartości artystycznej dwie dychy odsiadki, za złośliwą trawestację, tylko żądanie przeprosin w najbardziej poczytnych dziennikach, bo rzecz niewymierna, plus odszkodowanie zysk netto za jednostkę, razy ilość kliknięć, bo przecież nie kompletnych odtworzeń, tu tylko prawdopodobieństwo się liczyć będzie, lepiej już wam zemrzeć na AIDS było, niźli w ślady Georga, Michaela, pójść, po uchwaleniu ACTA.

 

 

Jeśli nic się nie zmieni, chyba faktycznie czas na Panią Barbarę:

i wyjście na ulicę, jak dzisiaj w Warszawie i, jak się już okazuje, nie tylko w Warszawie!
Takich sytuacji, takiej oddolnej organizacji społeczeństwa, przyznajemy, nie pamiętamy w Polsce od czasu Solidarności. Daleko zajść musiało, że do tego doszło, prawda?
Rządzącym pod uwagę zostawiamy taką myśl, kiedy następnym razem zechcecie wyłączyć nam internet i telefony, spróbujcie najpierw z prądem, a dopiero wtedy zobaczycie, do czego zdolna jest ta szara masa, którą tak sponiewieraliście w ostatnich dniach!

Piszemy, gdy nie piszemy…

2011-11-16, środa at 14:48 | posted by mareksy

Uważni obserwatorzy naszego bloga z pewnością nie zauważyli, że od długiego czasu nic na blogu nie zostało opublikowane, gdyż… już zapomnieli, że taki blog, jak nasz, w ogóle istnieje… bo, od długiego czasu, nic na blogu nie zostało opublikowane.
Śpieszymy więc donieść, że gdy nie piszemy, oczywiście, że piszemy, tylko nie na blogu. Zawieszenie działalności na blogu ma dwie przyczyny, z których jedną chcemy omówić dziś, a jedną zostawić do omówienia na później, gdyż jest z tych, można śmiało rzec, fundamentalnych.

Do rzeczy, bardziej aktywni i świadomi userzy internetu już dawno odkryli, że portfolio można osadzić na Behance — i tam cieszyć się ogromną rzeszą oglądających i nawet czasem komentujących — przypinając tylko linka do swojej macierzystej strony. Nie trudno zgadnąć, kto tak zrobił!
To samo dzieje się obecnie z blogami. Większość znanych i lubianych przez nas blogów przenosi ciężar aktywności do Facebooka, przykładem blog Jacka Lipskiego o marketingu i książkach (polecamy).

Chyba nikogo nie zdziwi fakt, że Creamteam też dokonała „tej dziejowej odmiany”, oczywiście mając cały czas w pamięci wywrotkę jednego z hostów naszych stron w przeszłości, gdy nagle strony te znikły. Co nauczyło nas, że nie należy ufać w wieczne i doskonałe istnienie podmiotów trzecich i trzeba dywersyfikować ryzyko. Dlatego blog pozostaje, w roli kopii, a może, z czasem, jako pomoc dla profilu Creamteam na Facebooku. Tym bardziej pozostaje, że fejsbukowicze mają spore problemy z czytaniem, nie tyle w ogóle z czytaniem i rozumieniem treści (a jednak także), co z czytaniem dłuższych tekstów, przy czym, dłuższych znaczy tu, proste zdanie pojedyncze typu, daj jeść ;)
Są jednak wciąż tematy, które wymagają nieco szerszego komentarza, którego upychanie, w prostolinijną składnię, nie ma sensu.

Skoro już jesteście na Facebooku, po zalajkowaniu naszego profilu (a także, bez tego zalajkowania, ale nie mówcie nikomu), to czytając nasze informacje, możecie się sporo dowiedzieć, np. dlaczego nie znosimy i co ważniejsze, dlaczego Wy nie powinniście tolerować w swoim biznesie tzw. ulotki A4 łamanej na 3:

„Na każdym zebraniu jest taka sytuacja, że” pada sakramentalne pytanie o tzw. ulotkę, nie byle jaką ulotkę, tylko „ulotkę A4 na 3 składaną”.

Mówiąc szczerze, złożenie zamówienia na taką ulotkę to dla nas sygnał, „że tam się już mocno dzieje” ;), to sygnał, że, najczęściej, zamawiający nie ma pomysłu na całościową prezentację firmy i dlatego jest mu obojętne, że jego przekaz utonie w zalewie podobnych ulotek, leżących na dowolnym stoliku w publicznych miejscach naszego kraju. W zalewie podobnego śmiecia, de facto.

Zamiast walczyć o wyróżnienie swego komunikatu z tysięcy innych, którymi bombarduje się codziennie każdego z nas, tak naprawdę ułatwiasz nadawco, tak, Ty, przedsiębiorco, życie nie sobie i nie swojemu komunikatowi, a nawet nie klientowi-odbiorcy, dla którego 21 cm Twojej ulotki to zdecydowanie za dużo, by zmieścić je w kieszeni (a gdzie chcesz rozdawać tę swoją ulotkę, jeśli nie na ulicy, przyznaj się, bratku) — to ułatwianie życia drukarni, cóż prostszego nad złamanie w 2 miejscach jednej kartki?! Drukarze Cię kochają ;)

Jeśli więc, następnym razem znów postanowisz popełnić reklamowe samobójstwo, zastanów się, może nie będzie potrzebne, zastanów się, czy nie ma w pobliżu Creamteam www.creamteam.biz, które rozwiązuje takie dylematy, jak przedstawiony, z uwzględnieniem spójności identyfikacyjnej Twojej firmy, kosztów, poręczności i wygody wymaganych przez odbiorcę… a co z drukarzami zapytasz… drukarzom nadal jest łatwo :D, „Look, Luke”:

Ulotka A4 łamana na trzy w wersji Creamteam Ad

Idąc dalej tym tropem (czyli na Facebooku, przewijając w dół), znajdziecie u nas, na profilu Creamteam na Facebooku, taką informację:

Tak kończą się idiotyczne kampanie reklamowe, sukcesem innych, niż sami propagujący daną kampanię, sukcesem tych, którzy są na tyle szybcy i zorientowani oraz sprytni, by wspiąć się na cudzym grzbiecie.
Oczywiście, z zastrzeżeniem, w omawianym kejsie, o ile sami twórcy tego fanpage nie propagowali wcześniej głupawych łańcuszków o torebkach i pobytach przez ileś miesięcy gdzieś tam, gdzieś tam, by teraz je zanegować ;)

Marketing w internecie to, za Levinem, wojna partyzancka, obserwacja i atak z zaskoczenia skrojonym na miarę sytuacji kontekstowym komunikatem, to jest to, co my w Creamteam nazywamy recyklingiem treści albo kolażem medialnym.

Uwaga, tym razem nie pokazujemy już całego posta, żeby nie było za łatwo. Lubimy, gdy interesujecie się nami naprawdę, dlatego musicie się trochę wykazać, poza tym dobrze Wam zrobi rozwijanie ducha przedsiębiorczości.

Możecie dowiedzieć się także, czym jest zasada szybko, tanio, dobrze, wybierz dwa, wyznawana w Creamteam, a także dlaczego zasada ta nadal działa, podobnie, jak działa i przynosi korzyści, unikanie amatorów (uwaga, zdjęcia!).

Jeśli dobrze Wam pójdzie, z tym duchem, znajdziecie u nas także fantastyczną propozycję niepodległościowego śniadania, tak opisaną przez nas:

Odpowiedź na Kasię Tusk i jej bloga, blog Make Life Harder, pokazał, rękoma ;) mieszkanki Grodu Kraka, a jak, Joasi Michalczyk, jak wygląda prawdziwie polskie, patriotyczne śniadanie

Wszystkie nasze posty na Facebooku są oczywiście publicznie dostępne i gotowe do komentowania a także lajkowania i przeklejania, jeśli taka wola, plus możliwość wykorzystania pozostałych, z arsenału Facebooka, środków, których jeszcze nie znamy, a które już rodzą się w głowach projektantów usability Facebooka, o czym też możecie od czasu do czasu poczytać na naszym profilu Creamteam, bo nic tak nie denerwuje na Facebooku, jak nagła zmiana ustawień, które jeszcze wczoraj działały.
Dodatkowo, ostatnie nasze prace, ale nie takie znowu najgorsze ;D, prezentowane w zbiorze zdjęć Last But Not Least | Z ostatniej chwili, prace z przeszłości, które w jakiś sposób są ważne do dziś, umieszczane w zbiorze Past, But Never Forgotten | Byłe, ale niezapomniane.
Poza tym, jak mawiał redaktor Pijanowski, sport, muzyka oraz gry ;), np. najnowsza piosenka depeche Mode, która okazuje się być coverem piosenki… U2!… jeszcze tu jesteście? ;)

Re-ach & Track Me!

2011-03-30, środa at 8:52 | posted by mareksy

Wszyscy się cieszą…
…nawet jeśli ta radość jest trochę gorzkim uśmiechem okraszona.

Depeche Mode wydaje nowe wydawnictwo. Słowo nowe jest tu użyte trochę na wyrost i stąd ta łyżka dziegciu. Komplet remiksów w zasadzie znany każdemu + kilka naprawdę nowych remiksów. Ten brak nowości podkreśla nawet okładka, przecież to już było… było, chyba:

 

Możliwe, że to celowe działanie i główny impet uderzenia oprze się na sklepie iTunes i tam sprzedawane będą rozszerzenia w postaci „nigdzie niepublikowanych wcześniej” remiksów, które jednak w jakiś sposób będą wszystkim znane ;).
Cytując słynne zdanie z serialu Battlestar Galactica, wszystko już było i znowu będzie.

 

Nieważne, wszyscy fani i tak polecą na skrzydłach miłości (a to już cytat z Modern Talking) i kupią, co mają kupić.
Premiera już niedługo. Depeche mode postanowiło osłodzić nam czas oczekiwania, co poniedziałek nowy remiks na fanpage FB.

Super. Dziś słuchamy Personal Jesus :D

 

P.S. Ten wpis dedykujemy naszemu przyjacielowi rkdeey, a tak, dla zasady. :)

Krytyka

2011-02-11, piątek at 9:03 | posted by mareksy

Zakazany w wielu krajach, w BBC1 grany po 19:00, a w Google dostępny po zalogowaniu. Każdy widzi w nim to co chce, większość widzi seks, my akurat widzimy krytykę prasy, doskonale wpisującą się w narastającą krytykę mediów (możecie zajrzeć do nas by przekonać się, jak się Was przekonuje), czy w krytykę beznadziejnych prób obrony dotychczasowych modeli zarabiania przez te media (i znów, możecie zajrzeć do nas i zobaczyć, dlaczego są wśród nas papierowe postaci pokroju Opydo, które nie rozumieją, że ich czas przeminął szybciej, niż się zaczął).

Tak, każdy widzi, co chce. Może dlatego akcja Rihanny przypomina mi także troszeczkę słynny happening Axla Rose z Guns’n'Roses, który na płycie Use Your Illusion w utworze Get In The Ring podziękował kilku dziennikarzom za ich pracę, oczywiście, jak na Axla przystało, w sposób bardziej dosadny niż to robi Rihanna:

Zapewne każdy też słyszy w tej piosence, co uważa za stosowne. Ja słyszę Eurythmics, a Wy… ale to już inna historia.

_______________________________________________________
o krytyce mediów pisaliśmy także w: nie chcemy reklamować guffna