Witamy w nowym roku.
Jesteśmy już po dwóch tygodniach jego pierwszego miesiąca i jednym długim weekendzie. Coś da się już o tym okresie powiedzieć.
Przede wszystkim, nie będzie lepiej.
Podkreślamy to z całą stanowczością i wcale nie dlatego, że mareksy zaczytuje się ostatnio Uważam Rze (przechera, przewrotnie tłumaczy nam, że to dlatego, iż lubi poczytać swoich redakcyjnych kolegów z dawnych lat, powiedzmy, że mu wierzymy). Trzeba wam wiedzieć, to pismo właśnie takie jw. prezentuje stanowisko, jednogłośnie i bezapelacyjnie.
Nowy rok to wysyp jakiś znaków promocyjnych, tak dobrze określających swych patronów, że lekką ręką możemy napisać: znaków należących do jakiś miast i siół oraz przysiółków. Zwracamy wam uwagę na konstrukcję poprzedniego zdania i jego zawartość — nie ma żadnej zawartości, określonej z nazwy czy położenia geograficznego. Celowy zabieg, tyle da się bowiem powiedzieć o zleceniodawcach produkcji z tego wysypu, oglądając znaki o wciąż identycznej zawartości, trudno jakiekolwiek miasto i przysiółek na dłużej zapamiętać. Parafrazując film Rejs: słonko, fala, sosenka, znów słonko…
…Tę seryjność widać też po drugiej stronie, wśród realizatorów. Znów wygrał, tu czy tam, kolejny przetarg na opracowanie identyfikacji regionu (tu sobie wpiszcie, tak zgadliście, jakiegokolwiek) Aleksander Bąk, słynny znawca lwich jąder w herbarzach, który, nota bene, w związku z konkursem na logo Kłodzka* do dziś nie przeprosił nas za publiczny atak na nasze studio, z którego wycofał się w sposób angielski, właśnie zapomniawszy przeprosić, gdy mu Andrzej Ludwik Włoszczyński pokazał pismo miasta w tej sprawie. Internet pamięta, Drogi Alku.
Jeśli więc chodzi o regiony w Polsce, to my ich nie rozróżniamy, przynajmniej nie na podstawie nowych godeł, znaków promocyjnych czy logo. Złota zasada identyfikacji, odróżnij się albo zgiń, nadal tu działa, dlatego właśnie nie rozróżniamy, ze stratą dla portfeli i budżetów tych regionów.
Ostatnie produkcje sektora, nazwijmy go tutaj dla ułatwienia urzędniczo-publicznym, przekonały nas więc nieodwołalnie, że nikt z nas żyjących, nie przeżyje aktualnie władających nam miłościwie szafarzy publicznych pieniędzy, czytaj urzędników. Kiedyś była nadzieja, ale chyba zaszła, wraz z kolejnym słonkiem, za wzgórzem z sosenką na kolejnym znaku gminnym, który bardziej niż do gminy przynależy do gminu. Zaszła i zeszła…
My odejdziemy, a oni trwać będą, bo niestraszne im: obciach i popełnianie błędów kardynalnych. Żadnej finezji w mydleniu oczu, albo się podoba, co oni wyprawiają, albo tym gorzej dla nas, obywateli:

Na argument, że wyprawiają, ale za nasze pieniądze, milczą, albo odpowiadają bez mrugnięcia okiem, że w takim razie to wyprawianie to wolontariat, jak można się przekonać w wątku na temat oficjalnego logo 2012 Rok Janusza Korczaka, o czym będziemy wspominać za chwilę.

Naszym zdaniem, należy więc zaprzestać jakiegokolwiek flirtu z sektorem państwowym.
Dla uratowania resztek godności własnej i zdrowego rozsądku. Chyba, że lubicie, by mówiono wam, że jesteście Ąccy, per panowie graficy, łasi na każdą bułkę i tak dalej w tym samym tonie ad personam.
Oto taki przykład, już użyty powyżej. Akcja o kryptonimie Korczak, której obrończyni, pani Dorota, stała się, w ciągu ostatnich kilku dni, memem polskiego internetu, do poczytania na Facebooku.
Trzeba przyznać, dyskusja poruszała się momentami po bardziej interesujących torach: wychowanie obywateli, kształtowanie wyczucia piękna i estetyki w społeczeństwie… Jak mniemamy, może właśnie dzięki osobie samego Korczaka, którego nazwisko, przy okazji, odmieniono chyba we wszystkich przypadkach w tej dyskusji, przeciągnięto z obozu do obozu i to nie raz, jakby ten jeden, który zaważył na jego życiu, nie był wystarczający aż nadto.

obrazek za Michałem Koseckim
Niestety, ze szkodą dla tematu, obydwie strony uchwyciły się nieszczęsnego użycia w konstrukcji logotypu fontu Comic Sans, który, na marginesie, faktycznie nie został stworzony z myślą o uświetnianiu nobliwych jubli, lecz do szybkiej akcji typu prześmiewczy pasek z kotem Garfieldem. Gdzie Korczak zamordowany przez oprawców, gdzie gruby, spasiony, leniwy kot!
Na nieszczęście, strona obrońców znaku, bardzo się do obrony użycia tego fontu przywiązawszy, broniła go także argumentami, których w logicznym dyskursie obronić się nie da — chyba, żeby uznać za właściwe, w demokracji, argumenty liczbowe podane bez wsparcia badań albo argumenty siły, sprowadzające się do takiej mniej więcej oto filipki:
logotyp jest dobry, bo się podoba dzieciom.
Trafiony zatopiony! Chyba, żeby sobie przypomnieć, jak nasz kolega Michał Kosecki, że:
Wydaje mi się (podkreślam – wydaje mi się, mogę się mylić), że o ile podmiotem działań skupionych wokół tzw. Roku Janusza Korczaka mogą być dzieci, o tyle kierunek tych działań i ich komunikacja jest zwrócona na nieco inny target – od instytucji publicznych, przez rozmaite NGO-sy zapewne, aż po szeroko rozumianą opinię publiczną. Częścią tej komunikacji jest ów twór, który wyżej wszyscy podziwiamy. Nic mi nie wiadomo o tym, by dzieciom się on podobał (bo rozumiem, że pada tu argument ilościowy, a o żadnej euforii ze strony maluczkich na ten temat nie słyszałem), proszę pamiętać także o tym, że estetyka i postrzeganie dzieci jest nieco inne – i znów, wydaje mi się, że w tym wypadku rozbieżne z choćby intuicyjnym postrzeganiem owego znaku przez target działań komunikujących całą akcję. Dobrym przykładem jest tutaj Order Uśmiechu – czy zauważył Pan, że jego projekt dopracował Szymon Kobyliński (profesjonalista, a tfu! tfu!)? Pana zdaniem należało pozostawić projekt odrysowany od talerzyka i szklanki (niczego nie ujmując Ewie Chrobak)? Tam sama idea była prosta, nośna – toto powyżej – nie wiem, co komunikuje.
Argumentacji obrońców wydarzenia ogarnąć nie da się na tyle, by streścić tu, ad hoc, ocokaman, chyba, żeby użyć słów żołnierskich, a to porządny blog**, tu się przeklina, ale tylko, jeśli jest uzasadnienie!
Skoro już o tym mowa, czyli o sensie i zamyśle: tak nasz kreatywny, mareksy, wypowiedział się w wątku, próbując oderwać tę dyskusję od nieszczęsnego fontu i skierować ją na merytoryczne tory, skoro była taka prośba ze strony obrońców:
Pominąwszy Comic Sans — nazwa zobowiązuje, na marginesie — to nic nie zostaje… a klipart to nie logo.
Na pewno nie ma tu logotypu, nie ma nawet logo, jest brak kompozycji (trudno nawet mówić o braku wyczucia tejże, to po prostu jest bezdenny brak) i dziwna estetyka — wyrażająca się w łączeniu ognia z wodą (różne style graficzne, różne kreski), nie tworząca w efekcie kolażu, którego można by się spodziewać po wyborze takiego środka wyrazu — nie dająca poczucia, że u podłoża tego czegoś leżała jakakolwiek myśl.
W identyfikacji sama myśl to jeszcze za mało, w identyfikacji to musi być myśl spójna i logicznie uzasadniona, inaczej nie da się stworzyć sprawnego i skutecznego tzw. systemu identyfikacji, zbioru elementów składających się na całość i wzajemnie z siebie wynikających.
Ma nadzieję, że takie uzasadnienie zostanie wreszcie przyjęte przez Panią Dorotę i przedstawicieli 2012 Roku Janusza Korczaka, bo taki tu był wystosowany apel od Państwa, by nie potępiać, tylko wskazać błędy. Pozwoliliśmy sobie wskazać błąd podstawowy w Państwa działaniu, który, w logice, ale i prakseologii, pozwala unieważnić całość Państwa działania.
za co został wrzucony przez obrońców do jednego kotła, cytujemy:
Czytam tę dyskusję i ręce opadają. Poza @Marek Klapka ze strony niezadowolonych czy wręcz oburzonych- nikt nie powiedział o co chodzi. Szacun Marku. […] Poraża mnie brak taktu i pieniactwo.
Jak się zapewne spodziewacie teraz usłyszeć, więcej mareksemu nie pozwolimy nauczać, za darmochę, i zdradzać maluczkim know-how! Tu ma siedzieć, na dupie w studiu, i za to samo, co tam napisał, brać ciężkie miliony, by tylko nam żyło się dostatniej i takie tam… wyraziliśmy się jasno?
Po Korczaku to już z górki.

Internet najpierw sam zastrajkował, przeciw legislacji SOPA i PIPA, przynajmniej ten amerykański, a potem został wyłączony przez Anonimowych za zamknięcie jednego z serwisów służących do dzielenia się plikami — Megaupload. Strach dać linka, jeszcze smutni panowie dwaj, przynajmniej jeden z eFBIaj, wpaść mogą z wizytą, poczuliśmy się zastraszeni, a to dopiero był początek! Czytajcie dalej!
Postrajkowaliśmy, raptem jedną noc, na dłużej nie było przyzwolenia, a tu się okazuje, że strajku nie można tak po prostu odłożyć ad ACTA!
Naszemu Premierowi udało się zgrabnie zgrać swoją akcję (ACTA) z protestami przeciw SOPA i PIPA oraz akcjami Anonimowych, które przykryły jego działania!
Nie pierwszy raz się okazuje, że mami się nam oczy PIPĄ, a na zapleczu ktoś nam w ACTA zagląda!
Serio, to chyba tylko przypadkowi możemy zawdzięczać fakt, że w ogóle się dowiedzieliśmy, już nawet nie jako autorzy, lecz zwyczajni obywatele, iż wprowadzają nam jakieś znaczące zmiany do naszego radosnego życia. Przypadek ten nazywa się rządowa potrzeba sukcesu na gwałt, jakiegokolwiek sukcesu, a gwałt to już niekoniecznie, może się odcisnąć, ewentualnie, ale tylko na obywatelach, rządu nie ruszać.
My na to mówimy jedno. Ochrona dóbr i praw tak, ale w sposób cywilizowany!
Wiemy też jedno. Jeśli coś się wprowadza, jak ACTA, w ukryciu przed nami, to na pewno nie jest to dobre dla nas, jeśli na chybcika, to, przynajmniej w Polsce, z pewnością będzie wymagało jeszcze wielu poprawek, więc też nie jest dobre dla nas!
Jeśli Pan Premier chciał dobrze zrobić nam, autorom, to trzeba było uszanować podmiotowość twórców, bo nic o nas bez nas, trzeba było, na przykład, Panie Premierze, nie ucinać kosztów uzyskania przychodów przy umowach autorskich o dzieło. To byłby dopiero sukces, powściągnąć głupawe pseudo-reformatorskie zapędy… a tak, z sukcesów, pozostaje tylko ACTA, której nikt nie chce!
Sami widzicie, lepiej być nie może.
Uważam Rze, wspomniane na wstępie, poświęciło większość ostatnich numerów na przekonywanie swoich czytelników, że nasze Państwo to groteska. My się nie zgadzamy z tym sposobem widzenia naszego Państwa, w grotesce musi być jakiś fragment absurdalnej, ale jednak myśli. Znaleźliśmy się raczej w cyrku i to w charakterze tresowanego niedźwiadka, który nie ma wpływu na ilość razów, które spadną na jego grzbiet, wymierzone ręką tresera-sadysty. Chyba, że miś się odgryzie, przy pierwszej nadarzającej się okazji, dosłownie i w przenośni… ale, gdyby tak się stało, to by oznaczało, że jest jeszcze jakakolwiek nadzieja, tak dla wychowania estetycznego jak i demokracji w naszym kraju. Jest? Jeśli tak uważacie, to może nie słyszeliście o akcji kryptonim Biedronka?!
P.S. O biednym małym Misiu z literką d, jak djupa, to już sami sobie poczytajcie, nie chce nam się przepisywać, my też jesteśmy slaktywni :D
________________________________________________
* w którym, raz, nie braliśmy udziału, dwa, gdzie obywatel ten wyciągnął z naszego archiwum stary znak, opracowywany jeszcze na potrzeby innego konkursu dla tego miasta, i autorytatywnie zarzucił nam publicznie niekompetencję, w kwestii tych jąder właśnie, więc dobrze, że miasto potwierdziło iż byliśmy na prawie, inaczej musielibyśmy z tym wszystkim na głowie żyć, najmniej, do końca naszej śmierci ;)
** czytajcie także: Ktoś tu ochujał!
*** stali bywalcy wiedzą, nowym zwracamy uwagę, teksty przytaczamy w oryginalnej pisowni i szyku.
![]()