Zamiennik czy oryginał, oto jest pytanie

Gdy pierwszy raz zaopatrywaliśmy aparat w tzw. battery grip (uchwyt do aparatu z pojemnikiem na baterie), było to przedsięwzięcie kosztowne, ale do udźwignięcia. Za drugim razem musieliśmy już zapłacić 10% ceny maszyny. 10% ceny za coś, co tak naprawdę robi nic! Jak sama nazwa wskazuje, jest to pojemnik na baterie z kawałka plastiku plus kilka zdublowanych przycisków, które mogą być, ale nie muszą, aparat będzie nadal funkcjonował poprawnie ze swoimi guzikami na korpusie.

Grip

Sama idea takiego urządzenia zrodziła się w dawnych czasach, gdy Canon wypuścił swoje pierwsze aparaty serii EOS, jak zawsze bardzo dobre, ale, wtedy, jednak prądożerne. Szybko firma wypuściła battery pack (nosiło się to w kieszeni, z kabelkiem podpiętym do aparatu), a potem właśnie battery grip, jako rozwiązanie tego problemu.
Battery grip ma jeszcze jedną ważną funkcję, która odróżnia go od battery packa. Jest specjalnie wyprofilowany tak, by przedłużyć, zawsze za krótki uchwyt aparatu, i staje się dodatkową rękojeścią, gdy chcemy obrócić aparat do zdjęć wykonywanych w pionie. Nie ukrywamy, gripy są przez nas cenione właśnie z powodu tej możliwości. Nasze ręce są zbyt duże dla oryginalnych uchwytów aparatów Canon…

 

Gdy przyszło nam znaleźć gripa do aparatu Canon 60D, miny mieliśmy niewąskie.
Za takie urządzenie, jak pamiętacie, właściwie nie robiące nic specjalnego, a potrzebne nam tylko i wyłącznie z powodów ergonomicznych, należy zapłacić już około 25% ceny aparatu, a to dopiero początek zabawy…

…bo na dodatek, jeden z poprzednio używanych gripów Canona nie okazał się zbyt trwały. Najpierw odkleiła nam się wykładzina uchwytu, a potem o mało nie straciliśmy jednej ze sprężynek dociskających baterie w szufladce gripa. Tylko cudem udało nam się ją odnaleźć, bo zdjęcia były nocne, na nieszczęście na jednym z dużych placów miejskich. Gdyby nie Sebastian… To doświadczenie podkopało w nas zaufanie do oryginalnych akcesoriów, ale go nie zabiło. Killerem okazała się… dostępność, a właściwie jej brak. Owszem, cena jest znana, ale gripa w żadnym sklepie nie było albo był na zamówienie typu nie wiadomo, kiedy ściągniemy. Na Amazonie był, ale do Polski nie wysyłają. Nie to nie.

 

Zaczęliśmy więc szukać rozwiązania, którym okazały się zamienniki, mając świadomość, że będzie to zapewne cud, jeśli taki, oczywiście chiński, produkt będzie w ogóle działał, plastiki nie będą cuchnąć całą tablicą Mendelejewa, a całość będzie do siebie pasować itd.

W tej sytuacji zrobiliśmy to, co dzisiaj robi chyba każdy konsument. Przeszukaliśmy internet w poszukiwaniu, najpierw, fotografii ewentualnych produktów, potem próbując wyszukać i zapoznać się z opiniami innych konsumentów na temat tych, które spodobały nam się na zdjęciach. Uważna selekcja pozwoliła wytypować nam 2 produkty, firm Polaroid i Neewer. Już prawie witaliśmy się z gąską, gdy okazało się, że kwerenda opinii na temat tych produktów nie przynosi żadnych wartościowych wyników (Polaroid) lub informacje ze sobą sprzeczne (Neewer).

Tym usilniej próbowaliśmy wydobyć z internetu interesujące nas informacje.
W pewnym momencie uświadomiliśmy sobie, że często powtarza się w opiniach firma Meike i to w dobrym kontekście.Szybkie zawężenie wyszukiwania pozwoliło nam utwierdzić się w przekonaniu, że to właśnie tej firmy zamiennika powinniśmy poszukiwać.

Brakowało nam tylko jakiegokolwiek solidnego review (szczególnie jeśli chodzi o całkiem interesujące produkty Polaroida), a same opinie oraz boje na komentarze zwolenników i przeciwników uznaliśmy za niewystarczające. Afery z opiniami o produktach w polskim internecie, pisanymi od sztancy przez tumanowatych studenciaków, uczuliły nas już na sytuacje, gdy o produkcie pisze się w internecie tylko dobrze.

Na szczęście, okazało się, że dystrybutor firmy Meike jest na miejscu, można podjechać, podpiąć, sprawdzić, przekonać się.

 

Przekonaliśmy się! Od pierwszego wzięcia do ręki gripa Meike.
Za 30% ceny oryginalnego gripa i mniej niż 10% wartości aparatu można wejść w posiadanie urządzenia, którego jedyną różnicą, przynajmniej jak na razie, w stosunku do oryginału, jest brak logo Canon na przedniej ściance gripa.

Nieprawdą okazały się opinie, że urządzenie nie działa, bo działa świetnie, rozpoznając baterie i podając informacje o nich poprzez menu w korpusie.
Tak samo nieprawdziwe okazały się głosy, jakoby guzik spustu migawki działał inaczej niż oryginalny i że trzeba się przyzwyczaić.

Prawdą jest za to, że kółko, za pomocą którego przykręca się grip do korpusu aparatu, ma dziwny naciąg, który jednak w niczym nie przeszkadza. Grip pewnie i solidnie trzyma się korpusu i robi swoje.

Plastik, z którego zbudowano gripa, jest właściwie bezwonny, o ile nie liczyć ulotnego zapachu terpentyny, ale tak ulotnego, że właściwie dziwne, iż go wyczuliśmy (wiadomo, ach ci artyści!).

Wykonanie i jakość plastików są faktycznie bez zarzutu. Nie są to wypraski, jak się czasem zdarza, przez które widać Warszawę. Szufladki wjeżdżają z boku (widzieliśmy wiele zapytań o ten sposób wkładania szufladek, bo faktycznie zdarzają się jakieś dziwne rozwiązania z ładowaniem od tyłu).
Trochę dziwnie obsługuje się kluczyki szufladek i tu, fakt, trzeba się przyzwyczaić do ich niepełnego ruchu obrotowego oraz oporu.

Nowością i sporym zaskoczeniem jest dla nas fakt, że grip trzyma się pewniej w ręce, dzięki jego okładzinie udającej skórę, niż grip korpusu aparatu, mający przecież podobne wykończenie. Jest przyjemnie chropowaty, dzięki czemu nie można zapomnieć, co ma się w dłoni i np. przypadkowo to coś z tej dłoni wypuścić. To ważne, bo nigdzie nikt o tym fakcie nie wspomina.

 

Jesteśmy zadowoleni i tym zadowoleniem postanowiliśmy podzielić się.
Ponieważ nigdzie nie znaleźliśmy takiej recenzji, która w pełni by nas usatysfakcjonowała i odpowiadałaby na wszystkie wątpliwości związane z tematem zamienników gripa, postanowiliśmy stworzyć własną. Chcieliśmy też oszczędzić następnym poszukującym kłopotu i czasu spędzonego na bezowocnym przebijaniu się przez śmieciowe wyniki zapytań.

Prosimy jednak zauważyć, absolutnie nie namawiamy tu do zakupu zamienników czy oryginałów i nie odpowiadamy za jakiekolwiek ewentualne problemy związane z zakupem, używaniem, czy posiadaniem opisywanych rzeczy.

Drobna, acz ważna uwaga. Celowo piszemy zamiennik, a nie podróbka, bo za Chiny Ludowe, nomen-omen, nie wiemy, w jaki sposób i na mocy jakiej umowy z firmą Canon (i czy w ogóle) Meike produkuje swojego gripa.
Po prawdzie, od kiedy też, to konsument ma się nad takimi kwestiami rozwodzić (sic!), to nie jest nasza, konsumentów, rola. Tym bardziej w czasach, gdy nawet biegli rzeczoznawcy, zatrudniani przez koncerny, nie potrafią odróżnić oryginału swego pracodawcy od podróbki… Produkt jest w legalnym obiegu gospodarczym, to jaki problem i czyj, można by i należy zapytać.

Musimy też wyjaśnić, gripy Canona są naprawdę dobre i na pewno kompatybilne.
Warto o tym pamiętać przy dokonywaniu wyboru. Ostatecznie, wiemy co mówimy — pomimo usterek, które wystąpiły w jednym z naszych gripów, a które opisaliśmy wyżej — przecież używaliśmy kilku modeli tych urządzeń w przeszłości, to coś znaczy.
Firma Canon z pewnością robi fantastyczne gripy, lecz na nieszczęście dla nich, nieobecne od ręki na półkach sklepów, które odwiedziliśmy.
Dodatkowo, cena oryginalnego gripa jest tak ustawiona, że zniechęca nawet najbardziej kochającego fana, zostawiamy pod rozwagę dla firmy.

 

Na koniec chcemy podzielić się ogólną refleksją.

Made in China

Jeśli chcecie ACTA i jesteście za tą umową, musimy Was poinformować, że takiego artykułu (jak ten, który właśnie kończycie czytać) w dobie obowiązywania ACTA w ogóle by nie było, bo pewnie zdjęto by nam artykuł, a nawet domenę za jego publikację, w myśl rozporządzeń ACTA, i to tylko na podstawie donosu dowolnego niezadowolonego podmiotu (niekoniecznie dzierżącego prawa autorskie), który to donos byłby rozpatrywany w trybie 24h przez providera internetowego a nie sąd.

Nie byłoby także zamiennika, a oryginał mógłby kosztować dowolne pieniądze, zauważcie, już dzisiaj niemałe (chociaż dziś, jeszcze, sprzedający musi się liczyć z kupującym)!

Akceptacja ACTA to akceptacja braku możliwości wyboru, akceptacja braku wpływu konsumentów na politykę cenową producentów i, wreszcie, akceptacja braku rzetelnej, weryfikowalnej, informacji konsumenckiej.
Naprawdę, właśnie tego chcecie?!

 

____________________________________________
Update:
Z czasem okazało się, że słabym elementem gripa są blaszki oraz plastikowe wypustki utrzymujące baterie w miejscu. Wypustki są łamliwe a blaszki zbyt mało sprężyste i się odkształcają. Poza tym grip jednak zachowuje się poprawnie.

 

_

Czytaj też o zagadnieniach prawnych na blogu Creamteam Branding & Advertising Design Studio:

 

18 Pingbacków/ Trackbacków