Nie czytaj tego w metrze!

Metro 2033 by Creamteam
Nasz poster/ cover do Metra 2033
(przeczytaj post do końca, a czeka cię niespodzianka)

Skończyliśmy czytać Metro 2033/ 2034 D. Glukhovskiego oraz wszystkie części dostępne w Polsce z serii Uniwersum Metro.
Pierwszą (2033) czytało się chyba najlepiej, chociaż już w połowie było jasne, że jest to zlepek różnych mitów, które już raz (tylko raz?) słyszeliśmy.
Powieść nieco słabła przed końcem, ale za taki finał, jaki serwuje ta książka, wszystko można wybaczyć. Teraz przestroga dla tych, którzy czytają koniec przed przeczytaniem całej książki: zrobicie sobie kuku, jeśli tym razem się nie powstrzymacie!

Uważamy, że o ile fantasy kwitnie, o tyle czysta S-F stała się w ostatnich latach ofiarą technologicznego rozwoju, kuchni fussion (że pozwolimy sobie na drobny żart z mieszania konwencji, tak ostatnio modnego)… i sag dla nastolatków o wampirach!

Tym bardziej Metro 2033 zasłużyło sobie na naszą opinię, że dawno science-fiction nie doczekało się czegoś równie dobrego i oryginalnego, a trochę się tego przecież przeczytało przez te kilkadziesiąt lat.
To dobra powieść, taka, którą czyta się w pełnym napięcia oczekiwaniu, co przyniesie kolejna strona, a potem czeka się na kolejną część. Jak łatwo się domyślić, było więc i u nas niecierpliwe oczekiwanie na Metro 2034, które to oczekiwanie wypełniliśmy sobie Piterem i Do światła — powieściami pochodzącymi z cyklu Uniwersum Metro.

Cykl ten łączy pod swym szyldem różnych autorów, umieszczających akcje swoich książek w post-apokaliptycznym świecie wymyślonym i opisanym przez Glukhovskiego.
Rzadko się zdarza, by twórca uwalniał swój literacki pomysł i pozwalał stworzoną przez siebie krainę zapełniać innym autorom. Rzadkie i warte odnotowania, bo pomysł ten budzi szacunek.

Niestety, po kilku tygodniach, które upłynęły od przeczytania Pitera musieliśmy sobie przypomnieć przed chwilą, o czym on właściwie był. Najlepsza recenzja, prawda?

Do światła pamiętamy lepiej, a dobrze dobrany tytuł też od razu sugeruje, co było jej zawartością, szczególnie, gdy do tej książki trzeba wrócić lub odwołać się później.
Proszę, oto dowód, jak ważna jest dobra tytuł!

Po pewnym czasie wątki tych książek zaczęły nam się zlewać w jedną całość. Może to i dobrze, obydwie osadzone są w Petersburgu i jego okolicach. Może jednak źle.
Do światła
wydaje się ciekawsza, prawdopodobnie dlatego, że większość akcji odbywa się na skażonej powierzchni, po 2033 ciekawość tuneli jakby naturalnie zrobiła się u nas mniejsza.

Okazuje się, że chyba najlepszą częścią Uniwersum jest jak dotąd spowiedź Artema. Suplement, w postaci kilku kartek, wrzucony do jednej z ww. powieści, pełen jest wyrzutów sumienia głównego bohatera 2033 związanymi z wydarzeniami finału Metra 2033. Rzuca też nowe, niespodziewane i zaskakujące światło na to, co się mogło tam wydarzyć. Szkoda, że ta szansa, doskonały punkt wyjścia, nadzieja na ciekawą opowieść, nie została wykorzystana  do rozwinięcia akcji następczyń Metra 2033.

 

Przekonaliśmy się, że Metro 2034, już spod ręki oryginalnego twórcy, także rzuca więcej światła na wydarzenia finału Metra 2033, ale, znów, kompletnie tego faktu nie wykorzystuje. Nie będziemy ukrywać, czytanie drugiej części Metra to było rozczarowujące doświadczenie. Metro 2033 trzyma w napięciu, nie pozwala się oderwać. Metro 2034 nie ma już tej werwy, a często wręcz nudzi. Co bardziej filozoficzne rozważania jednego z bohaterów po prostu kartkuje się, są tak mętne.
Poza kartkowaniem, pozwalaliśmy sobie nawet na długie przerwy w czytaniu. W trakcie jednej z nich doczytaliśmy nawet książkę-wywiad z Bohdanem Smoleniem pod tytułem Niestety wszyscy się znamy (A. Kłys, B. Smoleń).
Pamiętacie Tey? Ten mały obok Zenona Laskowika to właśnie pan Bohdan. W książce wychodzi na jaw, że jednak nie taki mały!
Polecamy uwadze, bo jest to opowieść fascynująca, polecamy na przekór pojawiającym się na forach głosom, że narracja jest momentami naciągana przez współautorkę. Polecamy także, bo Creamteam ma swój udział w historii Kabaretu Tey. To spod naszych rąk wyszedł projekt graficzny wydawnictwa-serii jubileuszowo-wspominkowej:

Kabaret Tey projekt serii Creamteam www.creamteam.biz

Więcej szczegółów dotyczących projektu wydawnictwa Kabaretu Tey zostawiliśmy na nowych stronach firmowych Creamteam, doczytajcie sobie w wolnej chwili!

 

Czas podsumować Uniwersum Metro. To projekt, któremu, mimo wszystko kibicujemy i będziemy kibicować. Jeśli cokolwiek jest godnego sfilmowania z nowości wydawniczych S-F, z całym przepychem i możliwościami technicznymi Hollywood, to właśnie Metro, a nie Igrzyska Śmierci Suzanne Collins. Szkoda, że świat uważa inaczej.

 

Skoro pojawiła się kobieta-pisarka i Śmierć, to czas naAgnieszkę Tomaszewską i jej powieść Invocato. Witajcie w Mieście Samobójców!

Jeśli myślałeś kiedyś o założeniu sobie stryczka, strzeleniu w skroń bądź zanurzeniu się w gorącej kąpieli z brzytwą – zastanów się jeszcze… bo Oni mogą nie zdążyć.

O ile Metro 2033 było tylko ciekawe i, jak pisaliśmy wcześniej, na swój przewrotny sposób nowatorskie, chociaż wyrobiony czytelnik nie będzie mógł odsunąć od siebie tego przekonania, że Arakdij i Borys Strugaccy byli jednak lepsi i na pewno pierwsi nurzali się w radioaktywnym pyle, o tyle Invocato Agnieszki jest nie tylko nowatorskie, ale także skrzy się lekkością i narracją, której życzylibyśmy sobie właśnie w sadze Metra.
Metro przykuwało nas do siebie, ale to Invocato sprawiło, że dzień zaczynał się od czytania i na nim się kończył, często sprawiając, że nic sobie nie robiliśmy z późnej pory.

Invocato to książka, która sprawia, że zadaje się pytania, chociaż na wiele z nich nie ma odpowiedzi. Nie ma ich w książce, nie ma poza nią, bo autorka w wywiadach kategorycznie i niezmiennie odpowiedzi odmawia. Książka, po przeczytaniu której trudno uwierzyć, że wyszła spod pióra tak młodej osoby. Skąd wiemy? Bo sprawdziliśmy, gdyż jest to utwór, który zmusza do sprawdzania i myślenia.
To w końcu utwór rasowy, chociaż trudno określić, czy jest to proza bliższa duchem Ursuli Le Guinn, czy Philipowi K. Dickowi. Fantastyczny, tak dosłownie jak i w przenośni
Nie traci też z oczu dobrej rozrywki i humoru.

Dobrze się stało, że Agnieszka Tomaszewska pojawiła się w naszym, polskim uniwersum, dobrze mieć młodych zdolnych wokół siebie, może tylko trochę gorzej dla niej, z powodu polskich realiów wydawniczych… Dobrze, bo wreszcie jednak mamy kogoś i coś, co też powinno wpaść w oko machinie Hollywood.
Może jeszcze nic straconego. Skoro przyjaciel Creamteam, Boguś Polch, trafił do Hollywood z Funky Kovalem, może i Agnieszka pokona tę samą drogę.
Chcielibyśmy. Przeczytajcie Invocato, też będziecie chcieli.

Tytułem komentarza:

 

P.S. Cierpliwość powinna być nagradzana, dlatego, skoro jesteś w tym miejscu, udowadniając, że ludzie jednak czytają (zakładamy, że nie było rolowania ;D), a spodobał ci się nasz plakat do Metra 2033, który rozpoczyna ten artykuł, możesz go sobie ściągnąć i wydrukować w całkiem niezłej rozdzielczości,
Licencja Creative Commons
a potem np. powiesić na ścianie i przysłać zdjęcie post-factum :)

Zobacz także w wolnej chwili: Nie czytaj tego w metrze, posłowie.

 

5 Pingbacków/ Trackbacków