GAZ, GAZ na ulicach, a ACTA w internecie

Sądziliśmy, że po groteskowej scenie samobójstwa prokuratora, która okazała się nie być samobójstwem, chyba, że nieudolnym, to już nic nas w Polsce w ubiegłym tygodniu nie zaskoczy, a tu nagle weekend upłynął nam, jak setkom tysięcy Polaków, na gorącym udziale w mówieniu nie, nie tylko dla ACTA, nie tylko dla absurdów postępowania władzy wykonawczej, która po cichu przemyca nam prawa, które diametralnie zmieniają nam rzeczywistość, ale także, a może przede wszystkim, na mówieniu nie marginalizacji woli Suwerena w organizowaniu temu Suwerenowi porządku prawnego i życia codziennego.

 

Instytucja ochrony prawnej interesów autora istnieje, narzędzia także.

Nie żyjemy w dziczy, chociaż w Europie Zachodniej też jakby nie, aczkolwiek obywatelski ruch sprzeciwu sprawia, że serce rośnie, jaką mamy młodzież:

 

Lekarstwem na niewydolność systemu, indolencję nim zawiadujących,
jest dalsze rozwijanie systemu, tylko w której bajce, ktoś może wskazać?

Wróćmy jednak do naszych narzędzi i instytucji ochrony prawnej autora.
Należy sobie zadać proste i logiczne pytanie, dlaczego, nie są stosowane/ nie działają?
Należy zadać także pytanie, dlaczego próbuje się obywateli, a nas to nawet jako autorów, przekonać, że najlepszą drogą uzdrowienia sytuacji jest powoływanie dalszych instytucji i narzędzi ochrony prawno-autorskiej?!

Zapytajmy logicznie, co takiego zrobiły te amerykańskie instytucje,
że powinniśmy pójść ich śladem?

Wydaje nam się, że całkiem dużo, by nie iść, zrobiły bowiem wiele, by przestrzeganie prawa autorskiego, w powszechnym mniemaniu, skompromitować do cna.

Ich dziełem są takie lapsusy, że za wysłuchanie piosenki idzie się do więzienia, czy za ściągnięcie filmu też, a za oglądnięcie obrazu, zdjęcia, plakatu, a nawet książki (tu się coś rusza, ale chyba tylko za sprawą potęgi Amazona) jakby trochę mniej się idzie.
System wielkich korporacji mediowych w ten sposób narusza odwieczną równość Muz, co już jest z gruntu nie do przyjęcia, np. dla nas, bo nie jesteśmy „gorszymi” autorami tylko dlatego, że nie komponujemy muzyki. Proponowany nam system jest więc niesprawiedliwy, gdyż jego naturalną cechą jest nierówne traktowanie przedmiotów i podmiotów.

 

Tylko, czy tego chcemy, kolejnego kryzysu finansowego i wartości, jak obecnie…
Gdy się przyglądniemy konkretnym sprawom, widoczne się staje także, że przybijanie w tym systemie milionowych odszkodowań, które są niespłacalne już w momencie ich uprawomocnienia się, naprawdę mija się z sensem i sprawiedliwością (a u nas nadal, przynajmniej w teorii, kara musi być adekwatna do czynu sprawcy, a odszkodowanie nie powinno być podstawą wzbogacenia się)… Chyba, że celem takich spraw jest, by tak zasądzony dług opakować w nic nie mówiące równania i sprzedać z zyskiem na giełdzie, by wytworzyć kolejną bańkę spekulacyjną, taką samą jak w 2008r. — wtedy te odszkodowania mają sens. Tylko wtedy!

 

W takim krajobrazie ACTA faktycznie, poza tą częścią o inwigilacji,
nie stanowi większego problemu.
Amerykanie, w próbie narzucenia swojego systemu prawnego Europie, nie chcą zauważyć, iż systemy prawne i finansowe tych kontynentów różnią się diametralnie.
System amerykański pozwala obywatelowi zbankrutować i stanąć na nogi tak szybko jak to tylko możliwe. Robi wszystko, by ten obywatel po swoim życiowym krachu zaczął zarabiać (jeśli tylko ma pomysł jak) i odpłacił swoim zarabianiem społeczeństwu czyn przeciw społeczeństwu popełniony, bo lepszy obywatel wzbogacający społeczność swoją inicjatywą, niż utrzymywany przez tę społeczność.

Problemem jest fakt, że ACTA szczepi się na nasz europejski system prawny i finansowy, które zbudowano na filozoficznych ideach dotkliwej i surowej „zemsty” społeczeństwa za czyn przeciw temu społeczeństwu, a nie współczucia i przydatności społecznej jednostki dla grupy, jak w Stanach (to dlatego nie rozumiemy, jako Europejczycy, kar wielokrotnego więzienia zasądzanych w tej samej sprawie, czy kosmicznych odszkodowań, bo to nie nasza filozofia).

Jeśli ktoś potrzebuje wykładu na ten temat, oczywiście powinien przestudiować zagadnienie w sposób naukowy, dla całej reszty wielka BBC ma w swoich archiwach takowy, pod tytułem Finansowa Historia Świata. W 6 odcinkach dowiecie się przynajmniej kilku rzeczy, które mocno was zdziwią. Możecie też spróbować z książkami autora cyklu BBC  Niala Fergusona, profesora Harvardu.

 

Amerykanie, postrzegani często u nas jako dobrotliwe dorosłe dzieci, mogą tych różnic nie znać, nie akceptować itd., ich prawo, a teraz nawet interes, ale że nasz rząd i nasi „zarządcy” te różnice bagatelizują, o, to akurat jest niezrozumiałe!
Tu upatruję największego zagrożenia.

Dlatego wszystkie twierdzenia i posunięcia w sprawie ACTA rządzących w Polsce są dla mnie coraz bardziej nieakceptowalne:

  • od mijającego się, bez mrugnięcia okiem, z prawdą min. Zdrojewskiego — już od wczoraj internet huczy, że panowie ministrowie powinni ze sobą wreszcie uzgodnić, były te negocjacje w sprawie przyjęcia ACTA, czy ich nie było, bo jeden przeczy drugiemu,
  • przez wypowiedzi czynnych urzędników, co podkreślam, grożących nam tym czy innym stanem — bo dlaczego drugi raz w ciągu ostatnich 30 lat władza znów ma zamiar obrócić się karzącym ramieniem przeciwko społeczeństwu za ewentualną (bo nieudowodnioną) ingerencję z zewnątrz… powtórzmy, z zewnątrz,
  • po min. Boni, który mówi, że Parlament musi uchwalić ACTA — gdyż albo faktycznie jest tak źle, że byle minister może napluć na Suwerena i mu kazać (cokolwiek), albo ten urzędnik nie zna swego miejsca w szeregu.

 

Co nas może czekać w tej absurdalnej sytuacji? Co po uchwaleniu ACTA. Spójrzmy.
Mareksy twierdzi na przykład że:

ponieważ usłyszał argument, że dowcipy na temat ACTA źle czynią sprawie sprzeciwu, uważam przeciwnie, im bardziej obśmiejemy zjawisko, tym szybciej dotrze do zakutych tępych głów rybaczanej komisji, co na to przyzwoliła, jak to nie wiecie, kto to uchwalił i zarekomendował, że wstyd, owszem jest, ale po ich stronie, tak było za Pomarańczowej, tak będzie i teraz, mamy długie tradycje w obśmiewaniu absurdów władzy, tak, czy nie.

dodał także:

pouczył, już niedługo Twój dostawca internetu zabawi się z Tobą w nową grę, będzie jak kochanka i żona w jednym, tak się przyssie, że nie będzie można odczepić, chętnie sypiając jednak w tym czasie z innymi, jednocześnie będzie drenować Twój portfel i sprawdzać kieszenie, chcąc wiedzieć wszystko o każdym twoim kroku, którym podzieli się z przyjaciółkami, poczekaj do 27 stycznia, już o poranku…

CoNaToDiabeł wskazał także:

Diabeł był zbudowany oddolnym ruchem społecznym przeciwko narzucaniu Judei praw wielkiego Rzymu. Kiedy Jezus zarzucił mu, że ruch ten nie ma szans, bo tradycja buntów obywatelskich zanikła, Diabeł odpowiedział mu — To wskrzesimy! Nie takie rzeczy wskrzeszaliśmy!

Ciekawie też mówi Jacek Żakowski w swoim artykule Co ma wspólnego internet z biblioteką… o przyszłości, ale i przeszłości, o stosunkach pomiędzy autorem a odbiorcą:

Istotą przestaje być treść relacji, a staje się wartość transakcji,

z którym dziś polemizuje Orliński w artykule Nie samą sztuką artysta żyje.
Orlińskiemu można przyznać rację, ale nie można się z nim zgodzić w całości, gdyż sam sobie zaprzecza w przykładzie z Bethovenem a potem z The Beatles, ale co ważniejsze, nie zawsze artysta żyje tylko pieniądzem, jak chce autor, bo co z działalnością dla idei, też powinna być zmonetaryzowana, czy jak pisze Żakowski, zastąpiona relacją transakcji? (sic!)

To taki sam absurd jak zakaz opisania zdjęcia jabłka słowem apple:

alw nie pisze o jabłku

Dawny Apple Macintosh, ukryty dziś pod nic nie znaczącym skrótem Mac, też brzmi jakby użyto nazwy własnej pewnego gatunku jabłek, znanej nam jeszcze z dzieciństwa, czyli jakby trochę dłużej niż istnieje ta korporacja, i, jak się okazuje, co z tego — duży może więcej?

Korporacje zdają się więc zawłaszczać nazwy własne przedmiotów powszechnego użytku, co jest absolutnie paranoiczne. Powstaje tu pytanie, co było pierwsze, jajko czy kura:

mareksy dodałby także, za sprawą postawionego przez Kolegę Andrzej-Ludwik Włoszczyński paradygmatu, jasnym się stało, dla niego, dylemata jajka i kury rozwiązaną już jest, najpierw była kura, która należała do korporacji, wzięła sobie jajko, jak wszystkie inne kury i przysposobiła, odczekała chwilę, ogłosiła, wszystkie jajka, nawet jaskółek, jej, teraz jajko jej pierwsze przed innymi i przed samą kurą, tu dla kompletności, tej, opowiastki, trzeba nam wkroczenia, na scenę, dyspozycyjnego politykiera. DONE & ad ACTA.

 

Głosujcie na ACTA, a takich absurdów, jakie gotuje nam dziś Apple będzie bez liku, wreszcie blokowanie możliwości użycia koloru magenta (potrzebny w procesie druku kolorowego) przez kompanię telefoniczną stanie się faktem.
Ten teledysk z pewnością będzie zakazany w czasach post-ACTA, a nawet jeśli nie, podobny już nie powstanie:

gdyż, jak wskazał mareksy:

za przerobienie znaku dycha, za każdy, za nawiązanie do pracy innego autora dwie dychy, za kolaż nie mający wartości artystycznej dwie dychy odsiadki, za złośliwą trawestację, tylko żądanie przeprosin w najbardziej poczytnych dziennikach, bo rzecz niewymierna, plus odszkodowanie zysk netto za jednostkę, razy ilość kliknięć, bo przecież nie kompletnych odtworzeń, tu tylko prawdopodobieństwo się liczyć będzie, lepiej już wam zemrzeć na AIDS było, niźli w ślady Georga, Michaela, pójść, po uchwaleniu ACTA.

 

Jeśli nic się nie zmieni, chyba faktycznie czas na Panią Barbarę:

Czas też wyjść na ulicę, jak dzisiaj w Warszawie
i, jak się już okazuje, nie tylko w Warszawie!

Takich sytuacji, takiej oddolnej organizacji społeczeństwa nie pamiętamy w Polsce od czasu Solidarności. Daleko zajść musiało, że do tego doszło, prawda?

Rządzącym pod uwagę zostawiamy taką myśl, kiedy następnym razem zechcecie wyłączyć nam internet i telefony, spróbujcie najpierw z prądem, a dopiero wtedy zobaczycie, do czego zdolna jest ta szara masa, którą tak sponiewieraliście w ostatnich dniach!