Co z tym dotykaniem… Kindle

Nie za bardzo radzę sobie z tymi dotykowymi ekranami, komórkę też mam old school! A łatwo robi się notatki, dotykając ekranu? — napisał Paweł na Świecie Czytników, mając na myśli Kindle Touch/ PaperWhite.

Czy masz podobne rozterki jak Paweł?
Jeśli tak, to przeczytaj, co odpowiedzieliśmy Pawłowi…

Łatwo, na pewno łatwiej niż jakimiś guzikami udającymi joystick — łatwo też zaznacza się w ten sposób fragmenty tekstu.
Na marginesie, guziki udające joystick to proteza. Jeśli nie wierzysz, to przekonaj się samodzielnie, wystarczy spojrzeć na politykę sprzętową Canona. Tylne kółka obrotowe dostaniesz tylko w sprzęcie ze średniej i profesjonalnej półki. Posiadacze lustrzanek entry level Canona muszą obejść się właśnie namiastką, czyli guzikami:

Kółko czy guziki, spytaj tych, co się znają na Snapsort.com

Po kliknięciu w obrazek, przejdziesz na ciekawy portal Snapsort.com, na którym można w przystępny sposób sprawdzić i porównać wiele modeli aparatów przed pójściem do sklepu. Przydał się nam, może przyda się też tobie.

 

Oczywiście, ekran dotykowy ekranowi nierówny, tak więc i klawiatury ekranowe muszą się różnić. Na tle wszelkich innych klawiatur tego typu, ta z Kindle Touch to bajka, w co trudno uwierzyć każdemu, kto próbował coś „posmyrać” na takim, do niedawna typowym dla urządzeń mobilnych, ekranie half  VGA, na dodatek o mikroskopijnej przekątnej.
Intuicyjnie podzielona tablica znaków na 2 ekrany (jest i trzeci, coś w rodzaju Caps locka), tak by żaden klawisz nie realizował kilku liter naraz (też nie lubicie klawisza ABC na spółkę z DEF, rozpanoszonych w telefonach?) to dopiero początek zabawy. Dzięki temu rozwiązaniu pisze się szybciej (a nasz mareksy, o dłoniach zgrabnych, jak na misia, to nawet bezwzrokowo, pewnie pomaga mu w tym pisaniu także tradycyjny układ QWERTY zastosowany w klawiaturze).
Trzeba przyznać, na tej klawiaturze pisze się naprawdę szybko, jak sądzimy, także dzięki rozwiązaniu technologicznemu, zastosowanemu w Touchu do realizacji funkcji touch i multi-touch. Ta super kosmiczna technologia to… stara poczciwa IrDA, czyli czujnik podczerwieni. Zawieszony nad ekranem sprawia, że do obsługi Kindle Toucha wystarczą kocie ruchy palców, delikatne pacnięcia ekranu, a jak kto potrafi, to da się go obsługiwać poruszając palcami tuż nad ekranem.
Słyszeliśmy, naturalnie, wszyscy, a przynajmniej niektórzy z naszego designerskiego, reklamowego teamu, o haśle nobody’s perfect. Ta klawiatura byłaby jeszcze lepsza, gdyby obsługiwała polskie znaki. Niestety, nie obsługuje, gdyż Kindle nie posiada polskiego interfejsu… Tylko spokojnie, książki i gazety wyświetla poprawnie, także po polsku, dostarczając przy tym mnóstwa frajdy.

 

Skoro już o przyjemnościach mowa, bawi nas bardzo właśnie funkcja robienia notatek i zaznaczania. Szczególnie zabawnie i zabawowo, a przede wszystkim ciekawie i wciągająco, robi się, gdy można, niczym Gucio z Pszczółki Mai, poskakać z kwiatka na kwiatek, z pręcika na prącik, z definicji na definicję… a tak właśnie można zaznaczać kolejne słowa w kolejnych definicjach, które to definicje wywołuje się z tych wcześniejszych, że aż zapomnieć można o pierwszym słowie, które chciało się sprawdzić, tym wywołanym wprost z tekstu książki. To lepsze niż Scrabble i jakie pożyteczne, gdy się ktoś uczy języka!
Tak można bawić się godzinami, „podróżując” między definicjami… a wszystko, co zaznaczone, odkłada się ładnie we wspólnym (dla wszystkich publikacji w urządzeniu) pliku tekstowym, My Clipings.txt (czyli Moje wycinki), który można sobie potem pobrać na komputer, przez proste Copy–Paste, i poddać kwerendzie czy opracowaniu, pomocnemu później w pracy, np. w napisaniu artykułu o nowej biografii Michała Urbaniaka na bloga Creamteam (bloga, w zasadzie, poświęconego przecież wszystkiemu, co ciekawe i inspirujące dla nas, chociaż wielu chciałoby, byśmy pisali nudy na pudy tylko o designie, logosach, identyfikacjach… a nawet branżuni i co powiedziała jedna…).

 

Kindle Touch to nie malutka komórka z jeszcze mniejszym touchscreenem.
Przypominamy, bo była już o tym mowa wyżej przy klawiaturze i łapach naszego mareksego, pole do wykonywania gestów jest tak duże, że nawet drwal da sobie radę.

W zasadzie, tu są tylko cztery gesty na krzyż, które trzeba opanować, i faktycznie przypominają one swym rozkładem krzyż:

  • pociągnięcie palcem prawo–lewo to zmiana stron przód–tył,
  • pociągnięcie palcem góra–dół to zmiana rozdziału, następny–poprzedni rozdział (ekran na stronie www)…

…i już, możesz być bogiem wśród dziewczyn w najbliższej bibliotece!

Dla kogoś, kto chce zabłysnąć przed samą panią bibliotekarką, we wspomnianej wyżej bibliotece (ale, naszym zdaniem, raczej już uniwersyteckiej), jest jeszcze kilka gestów dla zaawansowanych, ale nie są one obowiązkowe.
Jest bowiem taki gest do wywołania menu: to takie jednokrotne puknięcie gdzieś przy górnej krawędzi ekranu. Cała filozofia! Nie ma się czego bać! Najwyżej przeskoczy ci strona o jedną do przodu lub stworzysz zakładkę, co Kindle potwierdzi zaginając uroczo, w designersko minimalistycznym stylu, prawy górny narożnik, wrzucając jednocześnie informację o jej pozycji do opisanego już wyżej pliku My Clippings.txt, który znajdziesz, po podłączeniu urządzenia do komputera, tutaj:

My Clippings.txt

Z innych zaawansowanych gestów, przydatne jest — dla wywołania pewnych funkcji, na przykład zaznaczenia, przerzucenia strony w zaznaczeniu, wspomnianej funkcji Caps Lock itp. — chwilowe utrzymanie nacisku nad konkretnym hotspotem. Wsio!

Nie pamiętamy, kiedy Kindla wyłączaliśmy ostatni raz, sam się wyłącza po odłożeniu. Ważne tylko, by wiedzieć, gdzie jest ten guzik od wyłączania, bo nim… włącza się Toucha. Tak, to trochę zabawne, zupełnie jak guzik Start w Windows, który służy do zatrzaskiwania drzwi w systemie. Naszym zdaniem, guzik frontowy (ten karbowany) Home lepiej nadaje się do tej roli.

Zapamiętaj też, jeśli się pogubisz, używasz jedynego guzika na froncie Toucha, właśnie Home, i wracasz na ekran startowy urządzenia, a stąd zaczynasz od nowa, bo wszędzie się z tego miejsca dostaniesz, nawet Menu zobaczysz po jego wciśnięciu.
To w zasadzie wszystko, co musisz wiedzieć, naprawdę.

 

Co do używania internetu w Kindle Touch, da się przeglądać.
Ostatnio nawet polubiliśmy właśnie ten sposób oglądania weba. Skromność środków obsługi stron i brak koloru zmusza do skupiania się na ich treści i to jest to!
Przeglądanie nie jest najłatwiejsze, chyba szczególnie brakuje BackSpace’a, ale da się używać internetu w Touchu. Tylko do obsługi poczty to lepiej używać webmaila.

Szczypaniem ekranu można zmieniać powiększenie strony, a pola formularzy po kliknięciu na nie zoomują się same, na szerokość ekranu.
Touch wyświetli dobrze przygotowane strony www, po wydaniu polecenia, w article mode, czyli tekst do czytania jak w e-booku, a takie czytanie to poezja.
Za to ergonomii dobrze zrobiłoby, gdyby dało się obrócić ekran na stronach www tak jak w publikacjach (szczególnie przydatne do czytania PDF), ale chyba przeoczyli albo nie umiemy wywołać tej funkcji na stronach internetowych.

 

W ogóle, częściowo nieprzemyślane usability* urządzenia to słabsza strona Toucha, bo jak, przykładowo, uzasadnić umieszczenie głośników na spodzie urządzenia (tam gdzie będzie okładka, a będzie, zobaczycie), czy umiejscowienie panelu sterującego i gniazd na dolnej krawędzi urządzenia (inżynierowie z Amazona chyba nigdy nie planowali używać słuchawek w trakcie czytania, czy też czytania w trakcie ładowania, np. w łóżku, z urządzeniem opartym na piersi czy brzuchu albo postawionym na podpórce).

Tego samego typu problemem jest czytanie książki z kimś na spółkę albo jeden po drugim. Próba rozgraniczenia, kto gdzie czyta, to horror (porada: najlepiej radzić sobie zakładkami), próba rozgraniczenia cytatów to chyba też tylko przez nadawanie im etykiet, ale to zwalnia czytanie, więc pewnie nikt tego nie robi. Ta sama historia z podpięciem do kont na FB i Twitterze, wysyłaniem cytatów na My Kindle, wszystko fajnie, dopóki używa się samodzielnie.
Niestety, prawdopodobnie przez DRM, należy uznać Kindla za bardzo osobiste urządzenie, zwłaszcza gdy chce się korzystać bez frustracji ze wszystkich funkcji edycyjnych i usług, które dostarcza urządzenie i Amazon.

Sprzętowe DRM przypisujące pliki periodyków do konkretnego egzemplarza Kindla oznacza, że na horyzoncie mamy kolejny potencjalny problem. My go już przerobiliśmy, może jeszcze jest przed tobą albo, miejmy nadzieję, nigdy cię nie dotknie.
W czym rzecz? W razie zagubienia, awarii lub wymiany gwarancyjnej sprzętu, utracisz dotychczas zakupione w Amazonie czasopisma. Bezpowrotnie. Nie ma mechanizmu ponownego kupienia back catalogu (argument: polityka wydawców).
Tłumaczenie zamorskim pracownikom Amazona, że takie archiwum może być  potencjalnie potrzebne i cenne dla ciebie, bo masz w nim np. potrzebne do pracy artykuły, opracowania, cytaty itd. mija się z celem. Nie zrozumieją, to inny świat. Bardzo chętnie zwrócą pieniądze za utracone czasopisma, ale argument, że archiwum jest dla ciebie cenniejsze od pieniędzy, spotka się z niezrozumieniem.
Taka sytuacja to przy okazji dowód na słuszność twierdzenia, że DRM-y to zło wcielone. To wreszcie dowód, że polityka wydawców ma cechy tak modnie zwalczanego obecnie nierównego traktowania z powodów wszelakich. Cóż, kupujący to samo dobro na papierze, o ile nie spotka go ściana ognia, fala wody, pijany sąsiad majstrujący przy gazie, a dom lub piwniczka będą wystarczająco pojemne, tego problemu mieć nie będzie.
Jeszcze na marginesie tej całej sprawy, dobrze jest podpiąć do Amazona kartę takiego banku, który nie cyrkuje z przewalutowaniami i kursami kupna-sprzedaży walut dla transakcji swoich klientów. Operacja zwrotu pieniędzy po tygodniu od dokonania płatności kosztowała nas kilkanaście procent wartości transakcji, więc warto rozważyć, czy nie lepiej zamienić takich pieniędzy na kupony rabatowe Amazonu.

Jest jeszcze jeden problem z Touchem.
Jeśli od razu nie trafi się na dobre urządzenie, potem dostaje się na wymianę tzw. refurbished item. Nie noszą śladów zużycia, ale są w ten czy inny sposób używane.
Dla nas skończyło się to 5. wymianą w ciągu 8 miesięcy.
I co z tego, że bez utarczek z Amazonem (są kochani, ale jednak), skoro trochę boimy się, co się wydarzy po upływie roku gwarancji, gdy zostaniemy z jego bolączkami sam na sam, my tu, a serwis po drugiej stronie Atlantyku.

Kindle nie jest na tyle tani, jak na polskie warunki, by każdemu łatwo przyszło uznać go za jednorazówkę, na którą, przez te liczne awarie, niestety zaczyna wyglądać. Niestety, jeśli chce się tam kupować, trzeba też przyjąć realia Ameryki, gdzie $100 to żaden kapitał, nikt pewnie nie oczekuje w USA długowieczności za tę cenę. Niestety słusznie.

 

 

______________________________________________________________________

* Ten problem, że pozornie nie ma jednego wszystko-mającego (albo kontynuującego zalety poprzednika i wnoszącego nowe rozwiązania) urządzenia Amazonu, znalazł obecnie wyraz w nowym dylemacie, który zgotował nam Amazon, a który rozgrzewa publikę w Polsce do czerwoności:

Wyższa cena, więcej RAM, odtwarzanie muzyki i funkcja Text-to-Speech (plus koszt chińskiej lampki diodowej w kerfurku, na motoryzacyjnym) albo (jednak) niższa cena, mocno okrojona pamięć i światełko w cenie… co wybierasz?

Dla nas wybór byłby oczywisty: Kindle Fire i Kindle Paperwhite. Dokładnie tak, jak wydaje się chcieć Amazon. Szkoda tylko, że na zadupiu świata żadne z tych urządzeń nie jest sprzedawane. To drugie urządzenie może będzie, Fire jednak doczekał się już 2. generacji i nadal nie jest sprzedawany do Polski. Touch, w chwili obecnej, też nie

 

I to by było na tyle, wspomnimy jeszcze tylko, że o Kindle i strategicznym zagrożeniu Amazonu dla polskiej konkurencji pisaliśmy także w następujących wpisach na blogu Creamteam Branding & Advertising Design Studio:

9 Pingbacków/ Trackbacków