Licencje i uprawnienia
do programów graficznych

Wiecie co? Powoli dyskusja o prawach konsumenckich „stanowionych” przez majorów rynku IT (np. Adobe), która wciąż przewala się przez fora, zaczyna przerażać (czy nikogo nie przeraża taki np. wpis na myApple?).

Dlaczego?! Mam nieodparte wrażenie (i jednocześnie nadzieję, iż to nie dzieje się za zgodą Adobe), że cały problem sprowadza się do niewiedzy prawnej użytkowników. Mam też taki wniosek: Adobe zamiast wykorzystywać tę niewiedzę, bo to technika na krótką metę, powinien zacząć uświadamiać i szkolić, informować i wyjaśniać, by nie powstawały takie wpisy, jak ten dzisiejszy…

Podstawą stosunków pomiędzy licencjodawcą a licencjobiorcą oprogramowania jest licencja a w wypadkach przez nią nieokreślonych lub określonych, ale sprzecznie z obowiązującym prawem, jest odpowiednia ustawa szczegółowa, a gdy i tutaj nie można znaleźć rozwiązania, Kodeks Cywilny i w ostateczności Konstytucja jako akt najwyższego rzędu.

Co mówi prawo autorskie i kodeks cywilny? Można zawsze dokonać cesji praw i do jej ważności potrzebna jest tylko wola stron biorących udział w cesji (w przypadkach opisanych prawem czasem trzeba spełnić dodatkowe warunki, np. spis notarialny, ale to tylko technikalia).

Można oddać licencję osobie trzeciej, w sposób przewidziany prawem, czy nie?

__________________________

Przyjmuje się w naszym prawie, że co nie jest zabronione, to jest dozwolone. Czego nie ma w licencji i aktach normatywnych, to nie obowiązuje.

Jest w licencji Adobe zakres terytorialny? Jest – są to państwa objęte embargiem USA (w skrócie oskarżone o terroryzm)

Polska jest na tej liście?

_________________________

Ciężar udowodnienia winy.
Ten spoczywa na tym, kto z twierdzenia wyprowadza swoje prawa.

Nie ja udowadniam niewinność i pokazuję jakieś rachunki i seriale, tylko mnie należy udowodnić, że ich nie mam, lub wszedłem w ich posiadanie na drodze przestępstwa.
Wnioskując dalej, konsument nie musi się znać na sieci detalicznej sprzedawcy, regionalnej polityce sprzedażowej (np. Adobe), czy zastanawiać się: kupowany przez niego produkt posiada u sprzedawcy (przewidziane prawem) dokumenty kupna sprzedaży i opłacenia podatków, czy nie. To rola sprzedawcy.

Czy ktoś z was kiedykolwiek zastanawiał się w trakcie zakupów, czy kupowane przez was np. banany zostały kupione na fakturę VAT przez sprzedawcę, czy też zostały przemycone? Właśnie!
A czy dochodzicie w trakcie zakupu, czy aby na pewno wszystkie oznaczenia na kupowanym sprzęcie RTV AGD są producentowi rzeczywiście nadane czy może to tylko nalepka? Jak was kopnie prąd z powodu wady w takim towarze, a będzie tam oznaczenie o zgodności z polskimi normami energetycznymi, to kto za to odpowie?

Przecież za ewentualne oszustwo nie wy będziecie odpowiadać, a ten, kto go dokonuje. Widzieliście kiedykolwiek konsumenta skazanego za kupno produktu z podrobionym certyfikatem np. CE?!

__________________________

Oczywiście, jest coś takiego, jak dochowanie należytej staranności, bez której można być posądzonym o tzw. nieumyślne paserstwo.

Jeśli coś kosztuje średnio w kilku najważniejszych punktach (np. w sklepie firmowym producenta) x, a wy to kupujecie za 1/10x, raczej żaden sąd nie da wam wiary, że nie wiedzieliście, iż kupujecie kradzione (podrobione itd.)

Warto pamiętać.

__________________________

Nie Adobe stanowi prawo w Polsce, podobnie jak nie robi tego żaden sprzedawca, ale widocznie (jak wielu złych sprzedawców) przeinterpretowuje swoje prawa.

Opisane w linku zachowanie Adobe to nic więcej jak propagowane, swego czasu, przez organizacje producenckie w Polsce stanowisko, że:

oryginalna płyta to z hologramem

Problem w tym, że organizacje te przyklejały hologram na opakowanie płyty a nie płytę (bo na krążek się oczywiście nie da, gdyż płyta może się rozsypać w napędzie z powodu braku wyważenia i można by się narazić na roszczenie konsumenckie).
Gdyby płyta była na stałe zjednoczona z opakowaniem, to wszystko byłoby w porządku, ale cechą tego opakowania jest nietrwałość i wymienność w czasie (np. z powodu usterki). Organizacje zdawały się zapominać, że opakowanie nie jest objęte prawami autorskimi, które chroni hologram, lecz zawartość na tym krążku!

Gdyby zgodzić się na ten tok rozumowania, należałoby chronić jak oka w głowie opakowania za 1,5 złotego a nie sam krążek wart np. 50 zł.
Mają rację? Chronicie pudełka do swoich płyt?

Dodatkowe implikacje: jeśli utraciłbym taki krążek, np. z powodu technologicznego starzenia się nośnika (no, kto powie na ile obliczona jest CD i DVD i kiedy się utleni?), ale zachowałbym jakikolwiek dowód jego legalnego nabycia (nie tylko paragon, ale i inne prawem dopuszczone środki dowodowe np. zeznanie świadków), to kopia zawartości znajdująca się w moim posiadaniu jest objęta tym samym prawem (pamiętacie, nie nośnik a zawartość jest chroniona) i jest legalna, ba, jeśli producent się upiera, że tak nie jest, bo produkt oryginalny jest oznaczony, żądałbym od niego wydania mi kopii tego, za co zapłaciłem (czyli po potrąceniu kosztów nowego nośnika, tę samą zawartość za darmo).

Zauważcie, że jest taka możliwość w wypadku oprogramowania.
Nikogo nie dziwi, dlaczego nie ma w wypadku muzyki i filmów?
Na pewno nie ma, czy nikt nie próbował?

__________________________

Ponieważ nie wiadomo, jak właściwie odróżnić podróbkę od oryginału, spróbowano obowiązek posiadania umiejętności rozróżnienia i znawstwa rzeczy (de facto pilnowania interesu) producenta i właściciela  praw (pamiętacie, było wyżej, kto wywodzi z faktu prawo, musi ten fakt3) przerzucić na konsumenta.
Jak dla mnie to samo dzieje się w wypadku niejasności wokół licencji Adobe.

Nie muszę się znać na kupowanej rzeczy będąc konsumentem i warto to zapamiętać.

Od razu przykład: na argumenty typu, ale na pudełku było napisane — odpowiadam, niech mi udowodnią, że miałem pudełko i że na moim egzemplarzu było coś napisane, a jeśli nawet było, to że w tym miejscu dystrybutor nie nakleił swojego… hologramu (kto nie wie, o czym mówię, zapraszam do marketów z płytami CD i sprawdzenie tracklisty albo nazwiska wykonawcy. Pamiętajcie tylko, że nie wolno zdzierać z tych miejsc hologramów.

Ba, instrukcja dołączona ma rozwiewać wszystkie moje wątpliwości, a sprzedawca ma mi wytłumaczyć wszystkie zapisy w umowie — to jest prawo konsumenckie (właściwie cytuję tu wyimek z tego prawa).

Producent ma obowiązek i interes w takim oznaczeniu i zabezpieczeniu produktu, by udało się go odróżnić od podróbki nawet laikowi.
Wniosek: jeśli nawet dokonałem zakupu nielegalnego softu, jak się okazało w trakcie używania, to jeśli zakupu dokonałem w dobrej wierze i zachowałem ww należytą staranność i zdrowy rozsądek — nie jestem bandytą, ale ofiarą tego bandyty, a mój status pokrzywdzonego jest taki sam, jak producenta tego softu. Konsekwencją jest moje prawo do ścigania sprzedawcy (ale nie producenta) o zadośćuczynienie.

__________________________

Przestańcie sobie dawać wmawiać, ze aby zakupić software trzeba mieć magistra szkoły policyjnej, specjalność kryminalistyka, oraz dwa fakultety prawne. Wystarczy znać swoje prawa i czytać podpisywane umowy.

Nikogo też nie zamierzam odwodzić od zakupów legalnego softu, bo to głupie, ale też nie zamierzam pilnować interesu sprzedawców i producentów, szczególnie, jeśli mi za to nie płacą.

Czy w licencji produktów Adobe jest napisane, że mam stać na straży interesów firmy?

__________________________

Firmy, szczególnie te wielkie, mniej bojące się klientów jak MS czy Adobe (nawiasem mówiąc jak wiele trzeba wysiłku, by z firmy uwielbianej spaść na pozycje znienawidzonej, Adobe?!), potrafią stworzyć takie lapsusy prawne w licencjach, że potem nie wiadomo, jak ugryźć problem vide wygrane przez Used Soft sprawy z Adobe czy case Apple vs. Opera Mini.

Apple w umowie z producentami softu dla AppStore zawarł klauzulę, że jeśli Apple odrzuci dany program (a ma prawo nieograniczone ilościowo i czasowo na mocy tej samej umowy do odrzucenia), właścicielowi programu nie wolno zaoferować go nikomu innemu! (sic!)

Problem był tylko lokalny i dotyczył tylko biednych studentów, którzy chcieli zarobić dolara, dopóki w ostatnich dniach Opera nie złożyła wniosku o przyjęcie ich przeglądarki. Apple jest znany z odrzucania softu dublującego ich natywny soft — tu Opera postrzegana jest jako wybitny konkurent Safari Apple’a.

Co stworzyło Apple?
Sytuację, w której bez względu na podjętą decyzję, utraci twarz. Jeśli przyjmie, straci pieniądze i pozycję lidera, jeśli nie przyjmie, teoretycznie Opera ma zakaz rozpowszechniania swojego produktu o nazwie Mini.

Zaraz, zaraz, tego produktu, co to go używam od 2 tygodni w swoim telefonie?! Ewidentnie w tym wypadku Apple pokaże swoją bezsilność i martwotę swoich durnych zapisów.

Przypomina Wam to coś?

 

__________________________

Miałem taką sytuację:
nowo nabyty Quark nie chciał się zainstalować, a ja nie mogłem na posiadany numer założyć konta na stronie Quarka, by uzyskać pomoc. Swoimi kanałami skontaktowałem się z Oklahomą. Poproszono mnie o określenie miejsca nabycia softu oraz o numer telefonu, pod który mogą zadzwonić za 10 min.

W rozmowie telefonicznej zostałem:

  • przeproszony co najmniej 3 razy za niedogodności i sytuację (mogłem się poczuć okradziony i w sumie telefon był z racji różnic czasowych o 3 rano u nas),
  • poinformowany zostałem, że soft (nabyty w Polsce legalnie), którego posiadaczem jestem to wersja testowa nie do sprzedaży, ale że to nie problem, bo mój numer seryjny już został (w ciągu 10 min) przekształcony w numer do pełnej wersji. Miałem założyć sobie konto i zarejestrować produkt. Wszystko odbyło się bez trudu.
  • Na moje pytanie, czy mam czegokolwiek dochodzić u sprzedawcy, odpowiedziano mi, że nie, oni sobie to już wyjaśnią. Wszystko zostało potwierdzone mailem.

Mam nadzieję, że jeśli kiedykolwiek ktoś Was potraktuje inaczej, przypomni się Wam ta opowieść.

 

__________________________

Kiedyś byłem przekonywany przez stronę web Adobe, że bez rejestracji softu u nich na stronie będę mieć same kłopoty a po rejestracji tylko same korzyści. Jednym z plusów rejestracji, mocno podkreślanym, było trzymanie „na zawsze” moich numerów seryjnych na moim koncie zarejestrowanym w Adobe. Wygoda i bezpieczeństwo.
Jakie było moje zdziwienie, gdy 5 lat później strona Adobe uparła się stwierdzić, że mojego konta nie ma. (sic!) Numery przepadłyby, gdybym zaufał tylko Adobe.

Najpierw więc, niech Adobe zadba o bezpieczeństwo powierzanych im danych i ciągłość serwisu, a potem niech domaga się świadczeń z mojej strony, na przykład rozpoznawania wersji na wyrywki.

Takie jest moje stanowisko.

27 Pingbacków/ Trackbacków