Mi-8

Z przyjemnością obejrzeliśmy powracającego do telewizji profesora Miodka.
W tym odcinku swego programu profesor mówił o łączeniu w z Warszawą i Wrocławiem oraz z ze Szczecinem. Brzmi interesująco?!

Dla nas nawet bardzo, także dlatego, że kolejny raz profesor Miodek „pozwolił sobie” nas zadziwić. Po prostu, nie zdawaliśmy sobie sprawy, że ktoś może mieć z tymi łączeniami problem. Widać, może.
Chociaż nie, właściwie nie powinno nas to dziwić, bo właśnie czytamy świetną książkę profesora Miodka pod tytułem „Odpowiednie dać rzeczy słowo. Szkice o współczesnej polszczyźnie”, (Jan Miodek, PIW, Wrocław, 1987), w której autor opisuje różne językowe problemy, z którymi borykają się ludzie.

W trakcie czytania tego dzieła to się dopiero można zdziwić! Miazga! Taki na przykład hiperyzm, czyli „błąd przesadnej poprawności”. To jest dopiero problem!
W czym rzecz? Okazuje się, że jeśli już
ktoś wyszedł z gminu, ma już obie nogi umyte* (czytaj: awansował społecznie, czyli dostał się do miasta, na stanowisko), wtedy zaczyna ukrywać swoje pochodzenie.

Próbuje je ukryć za wszelką cenę, co czasem przybiera karykaturalne formy.
Jedną z nich jest walka ze wstydliwym dla naszego słoika językiem gminu, np. bardzo popularnym w Polsce mazurzeniem (czyli mówi sepleniąc, taka szyja to syja itd.).
W tej swojej walce osoba taka popada zbyt często w skrajność i ruguje z języka poprawne słowa, ale kojarzące się jej z mazurzeniem, np. zamiast mówić druzgoCący, mówi druzgoCZący, albo depczący miast depcący.
Pół biedy, jeśli tylko poprawia siebie, niestety takie osoby, jeśli tylko mają jakąkolwiek władzę lub inne możliwości, zaczynają poprawiać także otoczenie. Kto nie zna choćby jednego przypadku?

 

Reklama to jest dopiero ściernisko,
chyba nie będzie na tym ugorze San Francisco**.

Profesor opisuje także (z racji wieku książki), problemy z peerelowską nowomową.
Niby nieaktualne, ale wiele z nich pozostało żywych do dziś, bo nowomowa sama w sobie jest zjawiskiem bardzo silnie zakorzenionym. Od 1987r. zamiast powoli znikać, raczej się rozrasta — kto rozumie ludzi mówiących w telewizji? A polityków kto? A język reklamy, te wszystkie „tobie” występujące tam, gdzie powinno być „ci” (tak, dobrze myślisz, typowy przykład hiperyzmu)…

Profesor Miodek wyjaśniał także nieprawidłowość wszelkich „misię” i „mi” na początku zdania. W tej sylabie brak akcentu, dlatego tej formy wyrazu „mnie” nie używamy na początku zdania. W skrócie, nie ma jej i w ogóle jej nie widzieliście, nie znacie, nie wiecie i to nie wasza ręka, poza tym jesteście zarobieni, o potąd***.

„Ale jak nie ma, skoro jest!”
Program się skończył i rozpoczął się blok reklamowy. W reklamie środka Stoperan panie mówią o kupie (a niby o czym mogą mówić dwie wykształcone Polki?!)
Mówią z przekonaniem i stachanowskim zawzięciem. Mówią: „Mi pomógł od razu”… Ręce opadają!

 

______________
Czytamy jeszcze Przewodnik po Czasach w Języku Angielskim Lucyny Gołębiowskiej, (Wiedza Powszechna, Warszawa, 1991); przypominamy sobie Niemiecką Gramatykę na Wesoło Hans Warena (Naja Press, Warszawa/ Berlin) oraz studiujemy Tablice Gramatyczne Języka Niemieckiego Anety Białek (Wydawnictwo Kram, 2006).
Ot, weekend…

 

_______________________________________________________________
* Za piosenką Kazika Inżynierowie z Petrobudowy autorstwa ojca Kazika.
** Za piosenką Ściernisko Golec U Orkiestry.
*** To pomieszanie cytatów z filmów Brunet Wieczorową Porą Stanisława Barei i Młodych Wilków Jarosława Żamojdy.

Tytuł to nazwa pewnego śmigłowca. Do wyszukania sobie we własnym zakresie.

_

Zobacz także na blogu Creamteam Branding & Advertising Design Studio:

 

 

10 Pingbacków/ Trackbacków