Dlaczego Znów Nic Nie Ma Dla Mnie (w tv, w kinie, prasie…)

2007-05-26, sobota, 5:58
1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (No Ratings Yet)
Loading ... Loading ...

Jak już wspominałem, długi czas nosiłem się z zamiarem opisania zjawiska, które niejednego zdziwi. Do wczoraj myślałem, że zdziwi tylko laika, ale przekonałem się, że i branżowcy :D nie wierzą w zasadę 80-20 i teorię dystrybucji Vilfredo Pareto.
Mr. Pareto był włoskim ekonomistą, kładącym podwaliny pod późniejsze zasady i teorie tak w ekonomii jak socjologii a nawet politologii (teoria krążenia elit), jego zwolennikami byli zarządcy wielkich korporacji ale i Mussolini, dlatego nie dziwi mnie fakt, że pytania o niego i jego prace były tak liczne na egzaminach, które swego czasu zdawałem tak na ekonomice jak i na ekonomii :)

Wracając do Pareto, był on naukowcem, który jako 1. zauważył, że 80% dochodów wszystkich obywateli Włoch należy raptem do 20% całej populacji obywateli. Wykres przedstawiający ten rozkład wygląda tak:
325px-pareto_distributionpdf.png
Zabawne, że zasada ta dotyczy także zjawisk przyrodniczych, fizycznych, matematycznych czy chemicznych a można powiedzieć, że zadziwiająca ta korelacja (zwana rozkładem statystycznym) jest równie wszechobecna w przyrodzie jak fraktale (w które też nikt nie wierzył do połowy lat 80.). Czy zdajecie sobie sprawę, że 80% ogółu zwierząt należy do 20% wszystkich gatunków występujących na ziemi, a ona sama składa się w 80% z 20% grupy najczęściej występujących pierwiastków? 20% najaktywniejszych wulkanów jest przyczyną 80% wszystkich erupcji wulkanicznych? Modna teoria chaosu mówi, że 80% skutków jest wynikiem 20% wszystkich przyczyn. Wow! I to nie jest LOST :D!

Co ma do tego oferta w Twojej i mojej tv? Wytwórnie i producenci dążąc do maksymalizacji zysków (to proste wyrażenie też jest teorią ekonomiczną), skupiają swoje wysiłki na odnalezieniu i wsparciu dla tej 20% garstki artystów, którzy generują 80% przychodów.
Tu już niedaleko do inż. Mamonia, który jak pamiętamy lubił tylko piosenki, które już raz słyszał, a przenosząc to słynne zdanie z filmu Rejs Piwowskiego na pole naszej zasady 80-20, 80% oferty multimedialnej tworzone jest na potrzeby 20% grupy populacji o najbardziej typowym guście, czyli najłatwiejszym (czyt. najniższym kosztem – teoria kosztu to znów ekonomia) do zaspokojenia.
Wynika to też z praktycznych ograniczeń – dostępności powierzchni magazynowej, sal, projektorów, a nawet… kamer filmowych, które do tanich nie należą…
Czyli 20% Panów X generuje całą tą odgrzewaną ofertę, która wylewa się z tv każdego dnia.

Internet doprowadził do przewartościowania reguły 80-20, o czym świadczą zestawienia sprzedaży takich gigantów jak kiedyś Amazon i iTunes dziś. Nagle się okazało, że można sprzedać książkę czy utwór dla pojedynczych klientów, bo nie ma np. problemu z magazynowaniem produktów jednostkowych.
W sferze socjologicznej okazało się także, że przynależność do dominującej grupy 20% przeciętniaków nie jest niczym pożądana i nie jest de mode. Dziś już nie ilość i nakład gwarantują sukces, a treść i zawartość komunikatu czy produktu. Internet przyniósł prawdziwą rewolucję dla „uciśnionych 80%”, tworząc nowe gwiazdy i zrzucając z piedestału stare, pozwalając zaspokoić nawet najbardziej wybredne gusta, otwierając niesamowite pole do samorealizacji – Boom blogów został np wykorzystany w kampanii Busha, twierdzi się wręcz, że wygrał kampanię, bo uderzył tam, gdzie jego konkurenci zaspali – w Internecie.

Kilka przykładów:


Kto słyszał o Iwonie Tomasik? 1 600 000 osób słyszało w Youtube, ale pani ta nie wydała żadnej nowej płyty ani nie piszą o niej pisma dla kobiet czy tabloidy (my pisaliśmy tu – dla oficjalnego obiegu p. Tomasik nie istnieje!

Casus Lolitumy z ostatniego roku,

gdzie piosenka nikomu nieznanego zespołu ze Skandynawii zawojowała świat… informatyków i rozlała się na Internet, a realny świat mediów zauważył ją dopiero pod koniec 2006 roku wypuszczając profesjonalne clipy na jej wzór, gdy moda na nią w sieci skończyła się.

Innym przykładem zmiany wartościowania jest kariera Alessandro Alessandroni, artysty gwiżdżącego w tematach muzycznych Enio Morricone. W Internecie stał się gwiazdą roku 2004 i jest tam bardziej znany niż sam Morricone.

Efekt ten widać także w serwisach społecznościowych takich jak mySpace.
Nie znany szerzej w pl polski Dj Markovy
djmarkovy.jpg

jest tam bardziej znany (ponad 5000 osób, które zdecydowały się z nim zaprzyjaźnić i ponad 20 000 wizyt jego profilu) niż najnowszy produkt mediów, jak Adamus (grający jingle w programie Wojewódzkiego, 1057 przyjaciół i 23 000 wizyt) czy Kalwi i Remi (500 przyjaciół 4 600 odwiedzin), bohaterzy prasy muzycznej w kraju, pierwsi polscy dje w USA, a więc twórcy wsparci przez potężną machinę promocyjną. Nie dziwmy się więc, że Kalwi i Remi w liście do Dja Markovego dali wyraz swemu zdziwieniu: „chopie ty jestes tak slawny ze az nikt o Tobie nieslyszal ;) ale uwierz mi, chwile w ktorej cos osiagniesz poznasz po tym ze bedziesz mial zla prase czytaj Polska”. Dodam tylko, że za sukcesem dM stoi przemyślana strategia Creamteam.
To dzięki mySpace w 2 poprzednich latach zaistniały nikomu nieznane grupy, które bez wsparcia pobiły rekord otwarcia dla LP Wielkiej Brytanii (zobacz np.) stając się gwiazdami w mySpace nim wydały prawdziwego tłoczonego LP.

Szkoda, że Internet powoli traci ten urok poprzez działania gigantów medialnych i softwearowych i powoli w Internecie przywracany jest odwieczny porządek. Przypomnę zamknięcie ust chińskiej części Internetu przy współudziale firm, które zgodziły się na cenzurę w tym miejscu świata (tak umiera powoli spontaniczność i samorealizacja). Coraz więcej stron to tylko multimedialne wydmuszki – owszem ładne wizytówki dla twórcy ale kompletnie pozbawione treści, coś jak wybory miss, piękne ale… :). Do internetu dociera regionalizacja znana z krążków DVD – kto nie wierzy, niech sprawdzi stronę Lost i spróbuje odtworzyć dostępne tam filmy dostępne tylko dla rezydentów USA. Uznane gwiazdy jak Madonna na siłę chcą zaistnieć w Necie poprzez sztuczne zachowania marketingowe jak wypuszczanie nowych singli tylko w Internecie – myślę, że skazane na niepowodzenie w dość demokratycznej i ceniącej sobie autentyczność społeczności netowej… jeszcze…
Drugie zagrożenie to treść generowana przez 80% większość – z samego faktu jej wielkości i rozdrobnienia wcale nie wynika, że nieść może głębsze wartości, niż przeciętna papka, którą karmieni jesteśmy codziennie i nie wynika, że jest lepsza. Po prostu w różnorodności znaleźć można więcej nieznanego lub ciekawego, a jeśli zastosować regułę 80-20 – w nowej rzeczywistości ochrzczonej już mianem Internetu 2.0 – tylko 20% nowych produkcji i nisz nie okaże się śmietnikiem ;)
Podsumowując, przed internetem sporo zagrożeń, a nowa rewolucja może zawalić się pod ciężarem własnej miałkości… i wtedy znów obudzimy się z pilotem w ręce do odbiornika VOD – Video On Demand (obraz na zamówienie) i będziemy sobie mogli zamówić ulubiony film, pod warunkiem, że będzie to jeden z 10 aktualnie dostępnych i przygotowanych przez kogoś tam, po drugiej stronie ekranu :D.
Czy nie przypomina wam to czegoś?


__

Post is filed under | Opublikowano w:
_
00. po polsku, 2. Kulturkampf, 4. Polityka & Obywatelismus.

__

You can leave a response | Możesz zostawić komentarz.
Trackback.